Ao Haru Ride – odcinek 1

10533902_798872076823617_3484741655464603944_o

Czekałam na pierwszy odcinek Ao haru bardzo długo, ale nie sądziłam, że dostanę go w prezencie na urodziny. Jest mi więc podwójnie przykro, że pierwszy odcinek nieco zawodzi.

Od pierwszego momentu widać, ze mamy do czynienia z rasowym shoujo, więc jeśli ktoś nie jest przekonany do gatunku, niech lepiej nie tyka Ao Haru Ride nawet długim kijem. Główna bohaterka, Futaba, dziewczę w wieku licealnym przez przypadek spotyka w szkole swoją pierwszą miłość. Kou, kiedy oboje byli jeszcze w gimnazjum, wystawił ją do wiatru, przeniósł się do innej szkoły i nigdy więcej nie dał znaku życia. Kiedy więc spotyka go ponownie, jest uradowana. Nie ma ona jednak pojęcia, że upragniony Kou przez kilka lat bardzo się zmienił i nie jest tym samym cichym, spokojnym i miłym chłopcem. Wręcz przeciwnie, okazuje się jest bucowatym gburem, który nie boi się mówić, co myśli, i to nie przebierając w słowach.

Kreska nieco się różni od mangowej i nie jest to różnica in plus. Zdecydowanie bardziej podobały mi się rysunki komiksowe, ale zdaje sobie sprawę, że trudne jest przeniesienie tego na ruchomy obraz. Nie mogę się przyczepić do wizualnej strony, wydaje mi się ona w porządku. Co prawda mało przystojni ci panowie tutaj wyszli, ale nie można mieć wszystkiego. Co mi się nie podobało to głosy postaci, Kou jeszcze ujdzie, ale jak dla mnie Futaba powinna mieć nieco bardziej dojrzale brzmiącą seiyuu.

Ogółem zapowiada się całkiem nieźle, aczkolwiek nie mogłam powstrzymać uczucia rozczarowania podczas oglądania. Nie miałam konkretnych wyobrażeń przed seansem, ale manga jest naprawdę dobra i wysoko podniosła poprzeczkę. Trochę mi przeszkadzały typowe dla shoujo podkreślenia momentów, bąbelki etc. Nie podobało mi się także, że niektóre sceny były nadmiernie rozwleczone, aby zaznaczyć, jak bardzo ważny moment teraz następuje i należy się wzruszyć/przejąć. Futaba jest ewidentnie zauroczona nowym Kou, ale nie ma moim zdaniem potrzeby eksponować jej zachwytu w taki sposób. Nieco to psuje obraz bohaterki i sprawia, że bliżej jej do standardowych bezmózgich i rozmamłanych heroin, jakich pełno w shoujo, niż normalnej dziewczyny – podczas gdy kiedy czytałam mangę Futaba zdecydowanie wzbudziła moje zainteresowanie i sympatię. Generalnie seria sprawia wrażenie typowego przedstawiciela gatunku, który nie pozostawia po sobie zbyt wiele wrażeń. Wszystko jest wolne, spokojne i… troszkę nudne. Zdarzenia z mangi przeniesiono na ruchomy obraz paradoksalnie odzierając całość z dynamiki pierwowzoru. Nie ma w pierwszym odcinku nic szczególnego, co by sugerowało, że powinnam sięgnąć po kolejne. Ponadto brakuje mi, że nie pokazano więcej momentów z czasów gimnazjalnych bohaterów, bo wychodzi na to, że uczucia Futaby wzięły się bach!, z powietrza. Facet z nią postał chwilę podczas deszczu i ot, wielka miłość. Mam jednak nadzieje, że seria się rozkręci i zrobi piękną reklamę świetnej mandze.

Comments on: "Ao Haru Ride – odcinek 1" (2)

  1. klaudia said:

    Hej :) Mogłabyś mi napisać, dokładnie, ile jest odcinków tego anime? I czy będą kolejne? Albo czy już są ale jeszcze nie ma z polskimi napisami? Pytam bo przeglądając We heart it widziałam obrazki, których nie kojarze ze scen, dlatego nie wiem czy ktoś sam sobie to wymyślił i to fake, czy może rzeczywiście są kolejne odcinki. Mam nadzieje, że odpiszesz na moją wiadomość. Dziękuje :)

Leave a comment for: "Ao Haru Ride – odcinek 1"

Tag Cloud