Persona 4 The Golden Animation – odcinek 1

10498367_798890960155062_6003712111577710751_o

Nastoletni Yuu Narukami z jakichś powodów rodzinnych (nie wykluczam, że rzucane wyjaśnienie dotyczące pracy rodziców to tylko wymówka) przeprowadza się na pewien czas do małego miasteczka Yasoinaba. Ma tam mieszkać u wuja, policjanta. Tuż po wyjściu ze stacji spotyka przelotnie dziwną dziewczynę, które jednak znika, zamieniwszy z nim dosłownie jedno zdanie. Pierwszego dnia w nowej szkole Yuu od nowo poznanych kolegów dowiaduje się o istnieniu „Telewizji o Północy” – przesądu, zgodnie z którym oglądanie wyłączonego telewizora o północy, w deszczową noc, ma spowodować, że na ekranie „coś” się pokaże. Jak łatwo zgadnąć, przesąd okazuje się prawdziwy, a obudzone w ten sposób zdolności nadprzyrodzone sprawią, że Yuu wraz z dwójką znajomych wyląduje w dziwacznym świecie „wewnątrz telewizora”. Na szczęście okazuje się, że Yuu – choć do tej pory sam o tym nie wiedział – ma w zanadrzu odpowiednią broń na atakujące ich paskudy…

Jako kompletny laik, w ramach przygotowania obejrzałam pierwszy odcinek „Persona The Animation”, czyli wcześniejszej serii. Obejmuje on dość podobny fragment czasu, jednak tutaj finałowa walka odcinka rozgrywa się znacznie wcześniej, a później następuje scena z udziałem wspomnianej wcześniej tajemniczej dziewczyny, Marii – niestety słabo powiązana logicznie z poprzednimi wydarzeniami. Wydaje mi się, że widz, który nie zna żadnej wcześniejszej odsłony (taki jak ja!) nie powinien się pogubić w rozwoju wydarzeń (z wyjątkiem przejścia między walką a sceną z dziewczyną), ale nie wiem, czy nie będą się wydawały zbyt pospiesznie prowadzone.

Na plus:
+ Animacja i tła. Seria popisuje się latającymi płatkami wiśni oraz odbiciami w kałuży, a przede wszystkim falującymi na wietrze włosami, a walka z końca odcinka jest pełna błysków i efektowna w skali (ciut gorzej z ruchem).
+ Osoba nieznająca uniwersum powinna się połapać w wydarzeniach, co przy adaptacjach gier nie jest oczywiste.
+ Postaci pierwszo- i drugoplanowe są sympatyczne i nieprzegięte. Bohater umie zachować zimną krew w krytycznej sytuacji, nie dostaje też „shounenowych” ataków hiperaktywności.

Na minus:
– Twarze postaci, niewątpliwie odziedziczone po grze, bo starsza seria wyglądała podobnie. O ile dorośli (z wyjątkiem karykaturalnego nauczyciela) wypadają nieźle, o tyle twarze nastolatków przypominają maski z ciut dziwnymi proporcjami. Prawdopodobnie to rzecz, do której można przywyknąć.
– Wspomniany już dwa razy przeskok: jeśli taka tendencja się utrzyma, seria szybko może się zrobić hermetyczna i zrozumiała tylko dla graczy.
– Klimat – ale tylko w porównaniu ze starszą wersją. Pierwszy odcinek poprzedniej serii więcej uwagi poświęcał budowaniu klimatu grozy i niesamowitości, tu mamy do czynienia na razie z dość typowym shounenem.

Podsumowanie: chociaż ta wersja pokazuje z grubsza te same wydarzenia, co pierwszy odcinek starszej, różni się wiele detali, a w szczególności reakcje (i chyba w ogóle charakter) bohatera. To sprawia, że osoby, które zastanawiają się, czy warto się za to brać, jeśli znają poprzednią serię, powinny się jednak także i tą odsłoną zainteresować. Na razie mimo pewnych dziur nie wymaga dodatkowych źródeł zewnętrznych do oglądania. Ja po namyśle postąpię za radą kolegi i wezmę się najpierw za „Persona The Animation”, co znaczy, że na razie nie będę kontynuowała oglądania tej serii.

Leave a comment for: "Persona 4 The Golden Animation – odcinek 1"

Tag Cloud