Tokyo Ghoul √ A – odcinek 1

tokyo-ghoul-s2

Jak zapewne pamiętają osoby oglądające pierwszy sezon Tokyo Ghoul, finałowy odcinek zakończył się potężnym cliffhangerem, zwiastującym olbrzymi zwrot fabularny, ale przede wszystkim diametralną zmianę w dotychczasowej postawie głównego bohatera. Kaneki, bezsilny i zagubiony pół-ghul postanawia zaakceptować swoją prawdziwą naturę i podjąć walkę o naprawę świata, którym rządzą zło i okrucieństwo. Pierwszy odcinek drugiej serii jest bezpośrednią kontynuacją tych wydarzeń – przy okazji niestety stanowi raczej słaby wstęp do dalszej historii.

Większą część premierowego odcinka zajmują liczne walki, które toczą ze sobą poszczególne osoby i grupy zgromadzone w tymczasowej siedzibie Aogiri, organizacji ghuli terroryzujących 11. dzielnicę Tokio. O ile jednak walki te są dynamiczne i dość brutalne, nie wzbudzają praktycznie żadnych emocji – rozgrywają się zbyt szybko, co gorsza zaś pozbawione są jakiegokolwiek tła i uzasadnienia. Druga seria Tokyo Ghoul konsekwentnie powtarza błędy pierwszej – pojawiające się postaci zaprezentowane zostają nam w sposób bardzo powierzchowny. Nijak nie tłumaczy się motywów ich działań – ot, pojawiają się, pozornie bez powodu robią coś dziwnego/okrutnego/szokującego, a potem znikają. Winą za taki stan rzeczy należy obarczyć bezpośrednio osoby odpowiedzialne za adaptację materiału mangowego, gdyż ten jest o wiele bogatszy, bardziej logiczny i wewnętrznie spójny, aniżeli powstała na jego kanwie seria telewizyjna.

Pierwszy odcinek Tokyo Ghoul √A stanowi popisowy wręcz przykład fatalnie zrealizowanej ekranizacji – wystarczy powiedzieć, że w tych nieco ponad dwudziestu minutach upchnięto 13 rozdziałów mangi, by dać wyobrażenie o tym, jak mocno okrojono pierwowzór. I nie chodzi wyłącznie o to, że istotne i uzasadnione fabularnie wydarzenia zostają zmodyfikowane – problemem jest przede wszystkim to, że takie skróty absolutnie uniemożliwiają stworzenie szerszego tła dla całej historii. W najnowszym odcinku widzimy m.in. walkę skłóconego rodzeństwa – Touki i Ayato. Walkę nie byle jaką, gdyż Touka nieomal przypłaca ją życiem. Czym powodowana jest zawziętość Ayato? Jaką rolę w relacjach rodzeństwa odgrywa historia częstokroć wspominanego ojca? I czy działaniami młodszego brata naprawdę powoduje wyłącznie nienawiść wobec Touki? Choć odpowiedzi na te pytania są niezwykle ważne w kreacji obu tych postaci, w anime ich nie uświadczymy – jedyne, co zobaczymy, to psychotycznego Ayato, który wyżywa się na swojej równie szurniętej siostrze. Przykłady tak kiepsko zrealizowanych wątków można by jeszcze długo mnożyć.

Co więc otrzymujemy w premierze Tokyo Ghoul √A? Białowłosego Kanekiego, który nagle, nie wiadomo dlaczego, staje się mocarnym ghulem, kilka słabych technicznie i niewzbudzających żadnych emocji potyczek, gigantyczną eksplozję paru budynków – ponownie pozbawioną jakiegokolwiek ładunku emocjonalnego, jeszcze więcej nowych, zamaskowanych postaci, którym zapewne nie zostanie poświęcona choćby 1/3 czasu antenowego potrzebnego na ich sensowne rozwinięcie… Już w pierwszej serii nie było najlepiej, a na razie wiele wskazuje, że w kolejnej będzie jeszcze gorzej.

Technicznie Tokyo Ghoul √A również wydaje się wypadać słabiej od poprzedniczki – o ile zbliżenia jeszcze jako tako się udają, to z oddali postaci wyglądają już wyjątkowo koślawo, a ich ruchy pozbawione są płynności. Rozczarował mnie również opening – po bardzo ładnej czołówce towarzyszącej pierwszej serii, nowy opening prezentuje się ubogo i wyjątkowo statycznie.

Druga seria przypadnie do gustu prawdopodobnie tylko zagorzałym fanom pierwszej i to tym, którzy nie znają mangi, bo jeśli ktoś już ją czytał, nie sądzę, by był w stanie przymknąć oczy na wszystkie te dziury i przeinaczenia, których dopuścili się scenarzyści adaptacji.

Comments on: "Tokyo Ghoul √ A – odcinek 1" (5)

  1. Podobno za ogólny kierunek fabuły odpowiada sam Ishida Sui (autor mangi) i na dodatek postanowil do ekranizacji wrzucić alternatywna wersje, z której on sam ostatecznie zrezygnował w mandze. Bo w sumie sam pomysł takiego obrotu wydarzeń, jakkolwiek absurdalny, ma spory potencjał. Nie sposób się nie zgodzić ze streszczeniem odcinka… to powinien być ostatni odcinek pierwszego sezonu, żeby to miało jako-taka spójność. A tak to ja nie pamiętam co powinno być teraz, a co później, ani motywów, ani nic… więc walki NIBY walczą, ale emocji nie ma żadnych. Jedyne co się faktycznie szczerze uśmiechnęłam – jak na chwile pokazali Juuzou radośnie wlokący zwłoczki jako swoja zdobycz oraz intrygujące zachowanie Eto – bo to bardzo ciekawa postać, ot co. Oglądac dalej będe, nawet od mangi się odetnę, a co. Opening wypadł tragicznie słabo w porównaniu do Unravel i tragicznie statycznie. Ending za to jest melodyjny. I co na plus względem pierwszego sezonu – BRAK CENZURY! Zapewne spowodowany tym, że przesunęli na blok emisyjny o 23…

    • Jackass said:

      Akurat przesunięcie emisji co do cenzury nie ma nic wspólnego. Pierwszy sezon emitowany był także o północy, jak drugi i cenzura była. W przypadku np. Blood-C też była wielka cenzura, a anime było emitowane jakoś o 2 w nocy.

    • Faktycznie, może lepiej by to wypadło, gdyby był to finałowy odcinek pierwszej serii – w sumie cliffhanger na końcu też jest, a tak przynajmniej, dzięki ciągłości wydarzeń, widzowie mieliby szansę żywo zareagować na przedstawioną tutaj akcję. Po tylu miesiącach jakiekolwiek emocje zdążyły się jednak ostudzić – i zresztą, tak jak mówisz, zdążyliśmy już zapomnieć, co dokładnie się działo podczas starć w siedzibie Aogiri. Takie podejmowanie akcji po kilku miesiącach i wrzucanie nas od razu w epicentrum wydarzeń utrudnia odnalezienie się w całym tym bałaganie.

  2. Białowłosego Kanekiego, który nagle, nie wiadomo dlaczego, staje się mocarnym ghulem

    Oj, przecież wiadomo. On od samego początku był potężny, problem leżał w jego ciamajdowatym charakterze, który ostatecznie się złamał podczas tortur i wykrystalizował nowy, bez żadnych już skrupułów, zaakceptował siebie samego, nauczył się być egoistą.

    • To też, ale bardziej miałam na myśli fakt, że o ile mnie pamięć nie zawodzi, to w anime nie wyjaśniono, czym jest kakuja i jaki wpływ na siłę Kanekiego może mieć akt kanibalizmu, najpierw w sferze, nazwijmy to podświadomości, na Rize, następnie zaś, już w prawdziwym świecie na Yamorim. Wydaje mi się, że właśnie to odgrywa kluczową rolę w nowo nabytej potędze Kanekiego. Oczywiście akceptacja swojej prawdziwej natury też jest ważna, ale Kaneki nie stał się mocarzem tylko dlatego, że w siebie uwierzył – to by było zbyt naiwne.
      Zresztą, wyjaśnienie odnośnie kakuja przydałoby się również ze względu na quinque, których używali Shinohara i Kuroiwa. W ten sposób oglądanie anime bez znajomości mangi nie tyle utrudnia, co uniemożliwia zrozumienie wszystkich aspektów całego tego bałaganu, który dostaliśmy w finale pierwszego i premierze drugiego sezonu.

Leave a comment for: "Tokyo Ghoul √ A – odcinek 1"

Tag Cloud