Net-juu no Susume – odcinek 1

O rany, nawet mi do głowy nie przyszło się spodziewać, że to będzie taka sympatyczna rozrywka! Trzydziestoletnią Moriko Moriokę poznajemy w dniu, kiedy wraca do domu po rzuceniu pracy w korporacji. Nie wiemy, z czego będzie żyła, ale wiemy, że jest uzależnionym od MMORPG-ów NEET-em. Przy tym określa się elitą NEET-ów, gdyż sama dokonała takiego wyboru. Ponieważ skasowano jej z powodu braku aktywności konto w poprzedniej grze (pewnie praca nie pozwoliła jej grać, biedactwu), instaluje nową, Fruits de Mer, w której tworzy postać błękitnowłosego Hayashiego.

 

Jak to na pierwszym poziomie bywa, Hayashi musi się postarać, żeby zdobyć doświadczanie, ekwipunek i awansować. Trudno mu to idzie, aż pojawia się przed nim różowe zjawisko imieniem Lily-san (nie aż tak słodkie, jak sugeruje kolorek, lecz całkiem miłe), proponując pomoc i przyjaźń, tym cenniejsze, że ma klasę uzdrowicielki.

Kilka(dziesiąt) poziomów później – w realu upływa chyba sporo czasu, zbliża się Boże Narodzenie – Hayashi jest już członkiem całkiem sympatycznej kilkuosobowej gildii @Home Party, której członkowie zajmują się nie tylko grą, ale też kolegują się i interesują w sympatyczny sposób sobą nawzajem. Stąd interwencja mistrza gildii, kiedy dotarło do niego, że między Hayashim a Lily, dotąd nierozłącznymi, coś się popsuło. Tymczasem chodziło o to, że Hayashi chciał zdobyć dla Lily wyjątkowy gift na Boże Narodzenie, dlatego jej unikał. Co prawda musiał z braku odpowiedniego levelu zadowolić się czymś mniejszym, ale dziewczyna i tak była uroczo zachwycona.

Równocześnie pojawia się dłuższa przebitka z realu (do tej pory głównie widzieliśmy bohaterkę przyklejoną do klawiatury), gdyż Moriko dopada prawdziwy głód, a w lodówce jakiś potwór prawie wyżarł wszystko oprócz światła. W pełnym bożonarodzeniowo rozćwierkanych par supermarkecie, z żołądkiem wygrywającym własną wersję Jingle Bells, Moriko wpada, na razie bez żadnych widocznych efektów, na sympatycznego blondyna, co do którego my widzowie możemy mieć już pewne podejrzenia…

Tak, celowo wielokrotnie użyłam tego przymiotnika. Bohaterowie w swoim wirtualnym wcieleniu są naprawdę bardzo sympatyczni, a wszelkie niedociągnięcia w ich rysunku psychologicznym tłumaczy sytuacja. To nie są nastolatkowie tajemniczym sposobem wciągnięci w dziwną grę, tylko normalni ludzie, którzy spędzają w ten sposób czas, żeby oderwać się od obowiązków, i chociaż Moriko ewidentnie w tym przegina, wciąż pozostaje osobą z krwi i kości, w dodatku dorosłą. Poza tym w naturze jest zabawna, nawet bardziej niż odrobinę ciapowaty Hayashi, z uwagi na nieco sarkastyczne i autoironiczne poczucie humoru oraz rewelacyjne miny, jakie robi, wczuwając się w grę. O jej partnerze w realu na razie niewiele wiemy, ale mam przeczucie, że okaże się miłym i troskliwym facetem – przecież zamiast wojownika czy lisza wybrał jako swoje alterego kawaii uzdrowicielkę. Wbrew pozorom to ich odgrywanie transgenderowych ról nie jest li tylko kaprysem scenariusza, ale z czegoś najwyraźniej wynika… A to każe mi dobrze wróżyć ich charakterom.

 

Graficznie nie jest najgorzej, choć widać, że twórcy na żadną skrzynię skarbów w wilgotnym lochu nie natrafili, ale znów, pewne uproszczenia i oszczędności, a nawet okazjonalne drobne deformacje może tłumaczyć to, że mamy do czynienia z grą – taki design i już. Zresztą sądzę, że nawet gdyby grafika była gorsza niż prezentowana mocno przeciętna przyzwoitość, nie miałoby to aż takiego znaczenia w obliczu prawdziwej sympatii, jaką zapałałam do postaci i samego anime. Oby tylko tak dalej, bo na kolejny odcinek będę czekać z niecierpliwością!

Comments on: "Net-juu no Susume – odcinek 1" (1)

  1. Mała korekta odnośnie poniższego fragmentu:

    >Ponieważ skasowano jej z powodu braku aktywności konto w poprzedniej grze

    Konta bohaterce nie skasowano – wiadomość pojawiająca się na ekranie brzmi jedynie „Service ended” – serwery zamknięto w trakcie pół roku który minął od kiedy Moriko ostatnio grała w NantarSG :)

Leave a comment for: "Net-juu no Susume – odcinek 1"

Tag Cloud