Darling in the Franxx – odcinek 1

Był sobie kataklizm, skażenie lub Bór jeden raczy wiedzieć, jakie zniszczenia. I była sobie odległa przyszłość, w której ludzkość została zmuszona do zamieszkania w ogromnych fortecach, bo powierzchnia Ziemi przestała się do tego nadawać. W międzyczasie pojawił się nowy wróg w postaci mechanicznych(?) potworów nazwanych dźwięcznie wrzaskozaurami, stanowiących jeszcze większe zagrożenie niż nieprzyjazne człowiekowi środowisko. Rodzaj ludzki postanowił się jednak przeciwstawić niebezpieczeństwu i stworzył (nie)zawodny system obronny w postaci wielkich robotów, zwanych jeszcze dźwięczniej Franxx. A że te nie będą się same pilotować, potrzebni są chętni (zmuszeni?), by zasiąść za ich sterami.

W ten sposób poznajemy grupkę nastolatków mających już następnego dnia z kandydatów stać się pełnoprawnymi pilotami. Nie wszyscy dostąpią jednak tego zaszczytu, ponieważ do prawidłowego działania mecha potrzebna jest zgrana para damsko-męska, niczym w chińskich legendach o ptakach z jednym skrzydłem i okiem, mogących egzystować jedynie we dwójkę (taki symbol małżeństwa i dualizm świata… ying/yang i te sprawy. Nie ma to jak odpowiednia „guembia”!). A że twórcy postanowili odpowiednio „uoryginalnić” całość, do nawiązań ptasio-mitologicznych dodano również te botaniczne – pozycje pilotów nazwano bowiem odpowiednio słupek i pręcik. Subtelne, nie powiem… A, jeszcze lepiej: pełnoprawni piloci zwani są jakże pieszczotliwie Pasożytami!

Ale wracając do samej fabuły: jeden duet mimo godzin (lat?) treningów nie zdołał osiągnąć odpowiedniej harmonii, przez co stał się zupełnie bezużyteczny dla naukowców (pachnie mi to Pacific Rim lub jakimkolwiek innym tytułem, w którym mieliśmy roboty pilotowane w parach. Hm, dziwne…). Hiro i Naomi (dzieciaki odgórnie dostały jedynie kody, imiona musieli sobie sami powymyślać… Swoją drogą, to jest ciekawe, że postanowiono je wychować w przekonaniu, że będą im one potrzebne) z jakichś przyczyn nie tworzą zgranej pary, a więc ich los stoi pod wielkim znakiem zapytania. Dziewczyna zostaje automatycznie odesłana z powrotem do Ośrodka (to brzmi złowieszczo,  tym bardziej, że rozsiana wśród pozostałych kandydatów plotka głosi, iż nikt tak naprawdę nie wraca, a po prostu znika), ale chłopak teoretycznie może zostać. Czy ktoś wyczuwa ukryty potencjał, który przyda się akurat w momencie, kiedy scenariusz będzie tego wymagał? Ależ oczywiście, nie mogłoby przecież być inaczej!

Znów się zepsułeś i wiem, co zrobię…

 I oczy faktycznie zawisły, bo kontemplujący w samotności marność i bezcelowość swojej egzystencji Hiro wpada na tajemniczą dziewczynę, o której szepczą pozostali. Naturalnie tajemnicza dziewoja z rogami zachowuje się odpowiednio ekscentrycznie i wzbudza w nastolatku żywe zainteresowanie. Proponuje mu również zostanie partnerem i daje nadzieję, że jednak chłopak ma w życiu jakąś rolę do odegrania, ale ta zostaje jednak szybko zostaje pogrzebana, kiedy pojawia się obstawa dziewczyny i jej pełnoprawny partner.

Awwww, spójrzcie na te nóżki!

Potem ma miejsce kilka mniej istotnych scen, które szykują grunt pod punkt kulminacyjny – niespodziewany atak Złego Potwora i będący jego następstwem chaos, dający Hiro szansę na zebranie się w sobie i podjęcie męskiej decyzji o konieczności działania. W sumie łatwo tak, gdy scenarzyści podtykają mu marchewkę pod nos – stary partner na wyczerpaniu, robot w chwilowym rozpadzie, a dziewczyna (znana jedynie pod swoim kodem 002) niedysponowana. Tak czy siak nasz bohater podpisuje metaforyczny cyrograf i daje się wciągnąć do dziwacznej maszyny, a Zero Dwa przypieczętowuje ich świeżą umowę namiętnym pocałunkiem, który ładuje akumulatorki osłabionej maszyny, nadając jej formę cycatego humanoida z ludzką mimiką! Tak, kolejne dziwactwo do kompletu. Tymczasem zamiast faktycznie się ewakuować, cała śmietanka zebrana na przerwanej brutalnie atakiem ceremonii patrzy z niedowierzaniem na coś, co śliniący się na ten widok główny naukowiec określa idealnym Franxxem. Wzmocniony siłą namiętnego zjednoczenia (?) robot zaczyna wymiatać i nie pozostawia z rzeczonego wrzaskozaura ani łuski. Cóż, teraz Hiro będzie musiał się tłumaczyć. A, 002 jest taka wyjątkowo, bo to hybryda gatunkowa. No kto by się tego spodziewał…

Run, Hiro, run!

Ojej, jakie to wszystko było typowe… dla twórców i dla schematów, jakimi rządzą się serie z rodzaju m(e)chowatych. Całość charakteryzuje zarówno sztampa, jak i obowiązkowe udziwnienia, co zapewne odstraszy i zniechęci większość potencjalnych widzów. Będą to obawy i zarzuty w pełni uzasadnione, bo na razie anime nie oferuje niczego, czego fani humanoidalnych robotów oraz studia Trigger by już kiedyś nie widzieli. Scenariusz był tak przewidywalny, że na kilka-kilkanaście minut do przodu dało się odgadnąć, co zrobią bohaterowie. Przewidywalność nie musi być zła, ponieważ teoretycznie lubimy to, co już znamy, ale w zamian trzeba zaoferować COŚ. COSIEM może być odwrócenie schematów, sympatyczne postaci, odpowiedni klimat lub ta trudna do zdefiniowania iskra, która mimo wszystko trzyma odbiorcę przy ekranie. Czy Darling in the Franxx ma chociażby jeden z tych elementów? Dobre pytanie… Odniosłam wrażenie, że każdego jest po trochu, ale nie w wystarczającej ilości, by miało starczyć na dłuższą metę. No dobra, ostatecznie czas pokaże, chociaż ten odcinek zdecydowanie nie zachwyca, bo kontrast między pompatycznością tego, co dzieje się na ekranie, a rozbawieniem, jakie wywoływało, był chyba nie końca zamierzony przez twórców. Aczkolwiek mogę się mylić.

Ale wiecie co? Oprawa techniczna wypadła w tym odcinku naprawdę dobrze. Może przynajmniej będzie na co popatrzeć i czego posłuchać.

Znalazłam cię, kochanie moje~~

Comments on: "Darling in the Franxx – odcinek 1" (1)

  1. Sofroniusz said:

    Nie ma to jak pisać przed sprawdzeniem informacji XD Hiro i Naomi nie wyszło, bo Hiro jest absurdalnie potężny, ale to dziewczyna łączy się bezpośrednio z robotem, więc Naomi nie dawała rady – była za słaba.To nie jest typowa ‚ukryta moc’ pozornie słabego bochatera, który okazuje się wybrańcem – Hiro od początku był nietypowy, co widać wyraźnie porównując zachowanie jego i innych. Ponadto, imiona wszystkim nadał Hiro, który robił za nieoficjalnego przywódcę grupy. On sam jest uważany przez resztę za dziwaka, ale szanowany.

    Zaskakuje mnie też, że Enevi nie zauważył, iż 02 nie jest jedyną hybrydą, ale dużego znaczenia póki co to nie ma – wyjaśnia jedynie poniekąd zachowanie dr. Franxxa

Leave a comment for: "Darling in the Franxx – odcinek 1"

Tag Cloud