Mitsuboshi Colors – odcinek 1

Yui, Sacchan i Kotoha to trzy małolaty, które spotykają się w parku, w „tajnej kryjówce”, będącej jednocześnie siedzibą ich organizacji, Colors. Jakiej organizacji? Rzecz jasna stającej w obronie pokoju na świecie, a przynajmniej w najbliższej okolicy! Wyzwań nie brakuje – od poszukiwań złodziejskiego kota po rozwiązanie zagadki szyfru do sejfu, nasze bohaterki mają pełne ręce roboty!

  

 

Zgadzam się z krążącymi po internecie opiniami, że najbliżej tej serii do niemłodego już Ichigo Marshmallow – to urocze i zasadniczo pozbawione fanserwisu komediowe okruchy życia opowiadające o dzieciach. Trochę szkoda, że muszą to być koniecznie dziewczynki, ale przynajmniej bliżej im do prawdziwych małych łobuziaków niż do słodkich jak cukiereczek chodzących ideałów (patrzę na ciebie, Slow Start). Zdecydowanie największą zaletą tego tytułu wydaje się niewymuszona naturalność perypetii, jakie spotykają nasze bohaterki. Zazwyczaj uczestniczy w nich policjant Saitou z pobliskiego posterunku, a chociaż jego zaangażowanie w sprawy małolat może trochę dziwić, zakładałabym, że facet sterczący cały dzień w spokojnym japońskim parku umiera z nudów na tyle, że każda rozrywka jest dobra i pożądana. Yui, Sacchan i Kotoha są dziecinne i nieznośne, ale sporo ich zachowań i cech charakteru wydaje się całkiem realistycznych, na tyle, że ta nieznośność nie irytuje (pod warunkiem, że jest się bezpiecznie po drugiej stronie ekranu).

 

 

Gorzej, że Mitsuboshi Colors wizualnie jest wyjątkowo wręcz przeciętne. Tła bywają ładne i szczegółowe, ale jeśli pojawiają się na nich dodatkowi statyści, są tylko nieruchomymi kształtami, zaś sylwetki bohaterek często nadmiernie się odcinają od otoczenia. Co gorsza jednak, rysunek chwilami spada jakością tak, jakby był to n-ty odcinek tasiemcowej serii, a nie odcinek pierwszy jednosezonówki – nie wiem, jak to wróży na przyszłość.

 

W zasadzie jednak polecam jako rozrywkę lekką, przyjemną i wbrew pozorom, trochę inną, ponieważ nie da się ukryć, że podobne serie z ostatnich sezonów nie potrafią się zwykle powstrzymać przed wyraźnym seksualizowaniem swoich bohaterek (jak robiło to Tenshi no 3P!) lub też udziecinnianiem i idealizowaniem ich do tego stopnia, że przestają mieć cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Dodatkowe polecenie za ekscentrycznego właściciela sklepu typu „tysiąc jeden drobiazgów”, którego gra prawdziwy weteran aktorstwa głosowego, Tesshou Genda.

Comments on: "Mitsuboshi Colors – odcinek 1" (3)

  1. Hm… czy zamiast „Slow Step” nie miało być czasem „Slow Start”?

Leave a comment for: "Mitsuboshi Colors – odcinek 1"

Tag Cloud