Mahou Shoujo Ore – odcinek 3

Pomyślawszy o pisaniu dzisiejszej zajawki, przeżyłam trzysekundową zwiechę pod hasłem: „Ale o czym to w ogóle było???”, jednak wszystko wróciło do mnie w jednym błysku, z czego wniosek, że tak absurdalnego konceptu (oraz widoków) nie da się skutecznie wyrzucić z pamięci. Równie nieskuteczne były próby Saki wytłumaczenia przemiany przyjaciółki czymś innym niż siłą miłości, gdyż Sakuyo głosem niezwykle głębokim, bez żadnego wahania i z pełnym przekonaniem deklaruje, iż to Saki jest jej pierwszą (i jedyną dotąd) miłością.

Po czym poznajemy historię owego zauroczenia, rozpoczętą w dzieciństwie od swego rodzaju zazdrości o podziw, jaki Saki żywiła dla śpiewającego od zawsze Mohiro. Stąd Sakuyo też wzięła się za śpiewanie, a że Saki wkrótce do niej dołączyła, był to dla nich obu cudowny czas. Któregoś wieczoru jednak dziewczynki miały mały wypadek i zgubiły się w lesie. Po jakimś czasie przestraszone i zmarznięte odnalazł Mohiro i zaprowadził do domu – czy raczej swoim śpiewem zaczarował leśne zwierzęta, by im pokazały drogę. Następnie zemdlał z wyczerpania i pogorszyło mu się przeziębienie, do tego stopnia, że Saki i Sakuyo popadły w czarną rozpacz, samooskarżanie się oraz mamorzenie (na przyszłość). Stwierdźmy od razu, że w owej historyjce problemem były nie brak sensu i przejaskrawienie sytuacji (gdyby chcieć się tego czepiać, lepiej od razu wyrzucić serię do kosza), tylko jej długość – zwyczajnie się przez to znudziłam.

 

Powrót do teraźniejszości był jednak udany, miłosne deklaracje Sakuyo nabierają mocy przekładanej na fizyczne zakusy, a wewnętrzne komentarze Saki nie tracą werwy i są (obok sytuacyjnego) niezłym źródłem humoru oraz sposobem na łamanie czwartej ściany, który to rodzaj zabawy z widzem nader lubię. Nie jest to jednak koniec odcinka! Oto znów pojawia się uwielbiający magical girls (też ma aplikację do ich lokalizowania?) menadżer, wyskakując z konceptem zrobienia z przemienionych dziewczyn duetu mahoushoujowych idol… ek? ów? Trudno powiedzieć, ale za przyzwoleniem Sakyuo, której zależy tylko na wyłączności na Saki, i ku przerażeniu tej drugiej, koszmarny pomysł najwyraźniej doczeka się realizacji już w następnym odcinku… Wygląda też na to, że poznamy wówczas kolejną postać, a opening sugeruje jeszcze jedną parę dziewcząt, mam tylko nadzieję, że nie zmieniających magicznie płci, bo to by już było trochę za dużo.

 

Generalnie, pomijając ową przeciągniętą i nudnawą retrospekcję, tempo odcinka jest szybkie i oglądało mi się to nieźle; znów nie śmiałam się bynajmniej do rozpuku, ale kilka razy autorom udało się mnie rozbawić, zwłaszcza dzięki komentarzom Saki. Od strony graficznej nie widzę szczególnych powodów do narzekania (pojawili się pierwsi statyści, i to też było w sumie niezłym żartem), bo choć tła są oszczędnościowe, to postaci na ogół trzymają poziom rysunku i animacji – tylko ich niektóre SD nieco straszą, zapewne celowo. Ciekawe są niektóre arty w endingu. Muzycznie… yhh, nie jestem specjalnie muzykalna, ale zarówno dziecięce piosenki trójki bohaterów, jak i opening (żeński duet) oraz ending (męski) mnie bolały (też celowo?), ale od następnego odcinka będę je mogła przewijać. Skuszę się nań, bo odrobina zabawnego absurdu jest miłym dodatkiem do codziennego kieratu, i zobaczymy, jak długo twórcy zdołają utrzymać moje zainteresowanie.

 

Leave a comment for: "Mahou Shoujo Ore – odcinek 3"

Tag Cloud