Kitsutsuki Tanteidokoro – odcinek 3

To ostatnia zajawka Kitsutsuki Tanteidokoro i jeszcze tydzień temu byłam pewna, że będzie ona jedynie formalnością, kolejnym hymnem na cześć japońskich literatów-detektywów. A tu klops… Podczas gdy Kindaichi siedzi, jego sławni przyjaciele (między innymi Isamu Yoshii, Nomura Kodou i Sakutarou Hagiwara) wspólnie z Ishikawą próbują rozwikłać zagadkę śmierci Otaki. Jednak zamiast szukać dowodów czy nieznanego mężczyzny z opowieści Kindaichiego, snują domysły, popijając alkohol… I trzeba przyznać, że fantazji im nie brakuje. Wkrótce do wesołej gromadki dołączają kolejni artyści, każdy ze swoją teorią, ale dopiero młodziutki Tarou Hirai (później znany jako Edogawa Ranpo), naoczny świadek wydarzeń, rozwikłuje zagadkę śmierci prostytutki. Niestety przy okazji obnaża małostkowość i infantylność Ishikawy.

Pierwsza część anime to właściwie parodia kina detektywistycznego, problem polega na tym, że wyjątkowo żałosna. Panowie zaoferowali pomoc przyjacielowi, po czym podchodzą do sprawy niepoważnie, kreśląc nieprawdopodobne scenariusze. Śledztwo jest dla nich tylko okazją do popuszczenia wodzy wyobraźni – jako widz miałam wrażenie, że każdy z nich traktuje śmierć dziewczyny jako okazję do opowiedzenia tej historii po swojemu, można powiedzieć, że do napisania jej w swoim stylu. Do tego dochodzi naburmuszony Ishikawa, gotowy poświęcić przyjaciela, chociaż od początku zdawał sobie sprawę z jego niewinności. Jakby na to nie patrzeć, wychodzi na straszną świnię… Znaczy, doceniam, że panowie pozostają artystami do końca, a także to, że daleko im do ideałów – są egoistyczni, oderwani od rzeczywistości i faktycznie żyją głównie literaturą. Ale mimo wszystko, pewien niesmak pozostaje.

Problem polega na tym, że trzeci odcinek był po prostu nudny i przegadany w niezbyt interesujący sposób. Dopiero pojawienie się Tarou sprawiło, że seria wróciła na tor znany z poprzednich dwóch odcinków. Cóż, trochę szkoda, bo zapowiadała się naprawdę śliczna pocztówka z epoki, podszyta odrobiną tajemnicy. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy spadek formy i kolejny odcinek okaże się bardziej interesujący. Panowie to wyjątkowo barwna grupa, a Ishikawa, chociaż sporo stracił w moich oczach, pozostaje postacią fascynującą, nawet jeżeli chwilami antypatyczną. Nie jest źle, ale moje oczekiwania wobec Kitsutsuki Tanteidokoro znacznie spadły. Szkoda, że w taki sposób kończę moją przygodę z zajawkowaniem tej serii…

Leave a comment for: "Kitsutsuki Tanteidokoro – odcinek 3"

Tag Cloud