Deca-Dence – odcinek 3

Trzeci odcinek Deca-Dence otwiera scena, w której Kaburagi-Obcy dowiaduje się, dlaczego Natsume jest klasyfikowana jako błąd. Ma to związek z wypadkiem sprzed kilku lat, w którym straciła rękę – wtedy też doszło do uszkodzenia chipu w jej ciele. Mężczyzna szybko przystępuje do konkretnych treningów z dziewczyną, wyruszając z nią przeciw słabszym gadollom. Podczas ćwiczeń Natsume dowiaduje się coraz więcej na temat samych potworów oraz sposobów walki z nimi. Z początku w walce nie radzi sobie najlepiej, nie poddaje się jednak i w końcu samodzielnie pokonuje pierwszego stwora. W pełni cieszyć się nowymi umiejętnościami nie pozwala jej proteza ręki. Kaburagi zabiera ją do sklepu, gdzie otrzymuje nową, w dodatku służącą jej teraz także jako broń. Wcześniej dziewczyna uszczęśliwia Pipe’a uroczym strojem, dzięki któremu gadoll może pobiegać poza mieszkaniem szefa bez obaw, że zostanie wszczęty alarm w fortecy. Cała trójka wyrusza przetestować protezę Natsume. Niespodziewanie następuje atak gadolli spod ziemi, wskutek którego Pipe wpada w powstałą rozpadlinę. Natsume rusza mu na ratunek, podobnie jak Kaburagi, który prosi Minato o pomoc w zlokalizowaniu pupila. Tymczasem Gearsi szykują się do walki z potworami.

To tyle z grubsza, jeśli chodzi o główny duet. Mniej więcej w połowie odcinka otrzymujemy też kolejne wiadomości na temat świata, tym razem prezentowane kobiecym głosem. W połowie XXIV wieku doszło do znaczącego zwiększenia zanieczyszczenia powietrza – Ziemia stopniowo zaczęła stawać się miejscem niezdatnym do życia. Rolę państw przejęły wielkie korporacje, tworzące z ludzi swoje cyborgi. Ta główna, czyli Solid Quake, przejęła prawa do resztek ludzkości i pod ogromną kopułą zbudowała obiekt rozrywkowy Deca-Dence. Wśród cyborgów natomiast utworzono specjalny system pozwalający im żyć w uporządkowanym społeczeństwie.

Deca-Dence nie przestaje zaskakiwać widza, a jednocześnie, dzięki ujawnianym informacjom, powoli staje się bardziej zrozumiałą i tym samym lepszą w odbiorze serią. Nadal do głowy przychodzi wiele pytań, ale przynajmniej kwestia, czym są Obcy, została (mniej więcej) wyjaśnione. Z drugiej strony nadal nie wiadomo, kto tu tak naprawdę rządzi ani czym są gadolle, aczkolwiek w internecie pojawiają się już pierwsze teorie. Odcinków ma być dwanaście – czy w tak niewielkiej liczbie uda się wszystko wyjaśnić, a przede wszystkim dać widzom w miarę zamkniętą historię? Trudno powiedzieć. Jasne jest dla mnie natomiast, że twórcy zdecydowanie mają problem z przekazywaniem rewelacji dotyczących wymyślonego świata. O ile prezentacji z treningów Natsume nie sposób czegokolwiek zarzucić (Kaburagi ją ćwiczy i jednocześnie tłumaczy najważniejsze kwestie), o tyle pojawiający się ni stąd, ni zowąd narratorzy wypadają mało naturalnie, zaburzając przebieg fabuły. Na pewno przy większym pomyślunku dałoby się to lepiej rozegrać.

Tym, co najbardziej przyciąga mnie do anime, poza oczywiście chęcią poznania, co jeszcze siedzi w wyobraźni twórców, jest duet głównych bohaterów. Dlatego miło było widzieć, że trzeci odcinek skupiał się prawie wyłącznie na nich. Natsume i Kaburagi są po prostu kochani, choć różnie się u nich ten urok objawia – Natsume to pozytywna i ambitna dziewczyna, z kolei Kaburagi przypomina trochę surowego ojca/szefa, który jednak bez oporu potrafi pomóc podopiecznej w chwili słabości czy zwątpienia. Tak czy siak, obydwoje wzbudzają sympatię, a że są też dobrze zagrani, miło się na nich patrzy i miło ich słucha. Nie nazwę ich jednak najlepszymi bohaterami anime, tytuł ten bowiem niewątpliwie należy do Pipe! No, słodziak sezonu, przy czym, ponieważ on także określany jest mianem błędu, być może będzie miał do odegrania większą rolę niż tylko humorystycznego akcentu (ale nawet jeśli nie, nie będę narzekać). Inne postaci, jak Fei czy Hugin, wciąż jedynie się przewijają i niewiele więcej o nich wiadomo, poza Kurenai, którą Natsume nazywa najlepszym Tankersem wśród Gearsów. Szczególnie intrygująco zapowiada się Minato, wyraźnie pomagający Kaburagiemu, skoro wiedział o jego gadollu i go nie wydał.

Pod względem technicznym seria prezentuje się dobrze. Brak scen z wielkim gadollem pozwolił nie straszyć paskudnym CGI, choć pewnie nie należy oczekiwać, że tak już zostanie do końca. Muzykę trudno mi ocenić. Na ogół jest dla mnie niezauważalna, czasem jednak wejdzie świetny motyw, znacząco zwiększający przyjemność oglądania. Zdania co do piosenek przewodnich nie zmieniam – opening przewijam, ending kocham.

Moja przygoda z Deca-Dence się kończy, to znaczy z zajawkowaniem, bo że będę kontynuowała seans, jest bardziej niż pewne. To zbyt interesująca i co rusz zadziwiająca seria, by ją ot tak sobie darować i nie chcieć wiedzieć, co stanie się dalej i jakie jeszcze dziwy wymyślili twórcy. Chyba nie będzie wielką przesadą, patrząc na odbiór innych serii, nazwać Deca-Dence największym zaskoczeniem sezonu, które zapowiadało jedno, a dało widzom coś zgoła innego. A mówimy przecież dopiero o pierwszych trzech odcinkach!

Leave a comment for: "Deca-Dence – odcinek 3"

Tag Cloud