Koi to Producer ~Evol x Love~ – odcinek 2

Nasza bohaterka ponownie ma sen – tym razem w ciemnym zaułku goni ją bardzo podejrzany i niebezpieczny typ. Ale jak to ze snami bywa, zanim nasza śpiąca królewna pozna zakończenie tej mrocznej historii, budzi się i ze zgrozą odkrywa, że znowu jest spóźniona. Nie wróży to dobrze jej wstępnej umowie z dumnym biszem-prezesem z poprzedniego odcinka. Otóż aby ponownie otrzymać wsparcie finansowe, bohaterka po pierwsze musi sprawić, żeby najnowszy odcinek jej programu wylądował na szczycie internetowej listy popularności, a po drugie w ciągu siedmiu dni przedstawić sensowny biznesplan na kolejne kilka lat. Współpracowniczki młodej pani producentki zgodnie stwierdzają, że profesor Lucien to strzał w dziesiątkę i na pewno jego przystojna twarz przyciągnie widzów. Pozostaje kwestia dowodów na istnienie Evol, a że najłatwiej byłoby po prostu przeprowadzić wywiad z jednym z nich, bohaterka postanawia poszukać chłopaka, który przeniósł ją w inne miejsce poprzedniego dnia. Nie jest to łatwe, ale że sprawą zajmuje się policja, protagonistka umawia się na spotkanie z detektywem prowadzącym śledztwo, którym okazuje się jej senpai z liceum! Potem jest już z górki – Gavin (bo tak się zwie kolega ze szkoły) wtajemnicza ją w szczegóły śledztwa i pozwala prowadzić ze sobą poszukiwania. Niestety, na scenę znowu wkracza nieznajomy chłopak, który tym razem przenosi bohaterkę w widziany we śnie zaułek, gdzie już czeka typek z nożem! I gdyby nie odrobina szczęścia oraz supermoce Gavina, mielibyśmy pierwszego trupa… Trochę szkoda.

Ale, wreszcie poznajemy nazwę złej organizacji, bardzo mroczną i budzącą strach, a mianowicie Black Swan! Przyznajcie, że przeszły Wam ciarki po plecach. Oczywiście, nasza heroina jest specjalna i zapewne też ma jakieś moce, które jeszcze się nie objawiły, ale które pragnie wykorzystać zła organizacja łabędzi! I w tym celu dybie na życie bohaterki, no bo logiczne jest, że jak prawie zginie, to na pewno się obudzą… Cóż, idiotyzmów w drugim odcinku nie brakowało, na przykład przekazywania wszystkich informacji o śledztwie osobie, która w sumie pracuje w telewizji i tam właśnie chce je wykorzystać, i liczenie na to, że jej dobre serduszko sprawi, że jednak się wstrzyma. Znaczy, głupie to – fabuła jest naciągnięta jak guma w starych gaciach, a dziurawa niczym ser szwajcarski, ale… Doceniam, że twórcy mają jakiś pomysł na historię i chociaż chwilami marnują czas na zbędne scenki rodzajowe, w każdym odcinku coś się dzieje, a rzeczona fabuła idzie do przodu i niekoniecznie ogranicza się tylko do pokazania kolejnego bisza zauroczonego bohaterką. Poza tym bohaterka ma mózg i nawet umie go używać, stara się działać w miarę swoich skromnych możliwości, i mimo wszystko jej wybory wydają się sensowne.

Od strony technicznej niewiele się zmieniło, doszedł nam kolejny przystojny pan, którego można odróżniać od pana profesora dzięki kolczykowi w uchu. Acz ja czekam na mrocznego bisza ze złej organizacji, ten to dopiero będzie agent! Ogólnie nie jest źle, serii daleko do bycia dobrą, ale na tle innych męskich haremów prezentuje się przyzwoicie, zwłaszcza jeśli lubi się obejrzeć takie kiczowate chały od czasu do czasu.

Leave a comment for: "Koi to Producer ~Evol x Love~ – odcinek 2"

Tag Cloud