Hypnosis Mic -Division Rap Battle- Rhyme Anima – odcinek 1

Pragnę rapujących biszy. Tego właśnie chcę. Widziałem już biszy tańczących i śpiewających, pływających i jeżdżących na łyżwach, ale nie rapujących. To rapujący bisze mieli stanowić nową jakość, jaką miało przynieść Hypnosis Mic. W zasadzie jedyną nową jakością, ale nie ma co wybrzydzać, nie można mieć wszystkiego. I wiecie co? Pierwszy odcinek daje radę!

Moje pragnienie było tak naprawdę mocno warunkowe. Wiecie, jak to jest z anime podpiętymi do projektów multimedialnych – jest tak, że są tragiczne. Planowałem więc obejrzeć trzy odcinki, pośmiać się z politowaniem, po czym o tym zapomnieć. Stało się jednak coś, czego w życiu bym się nie spodziewał, to jest… to jest… przyzwoite?! Odcinek kupił mnie już od pierwszych sekund, kiedy kobieta w wojskowym mundurze z XIX w. serwuje nam monolog w telewizji o tym, jak wygląda świat przedstawiony. Otóż przejęła ona wraz z towarzyszkami władzę w Japonii, wprowadziła tam dyktaturę, zakazała wszelkich klasycznych broni, i od teraz konflikty mają być rozwiązywane za pomocą… ehm… hipnotycznych mikrofonów.

To jest tak… bezczelne, tak… przeuroczo głupie, że zakochałem się od razu. Ta seria nie udaje niczego, od pierwszych do ostatnich sekund nawet przez chwilę nie stwarza pozorów, że cokolwiek będzie miało sens, i to wyśmienicie, przecież od początku wiedzieliśmy, że nie było na to szans. Zwykle serie tego typu przegrywają na tym, że mają być o tańcząco-śpiewających idolkach/idolach, ale animacja takich rzeczy to trudna i droga impreza, więc przez 90% czasu oglądamy je/ich robiących słodkie oczy i prowadzących durne dialogi, im mniej w nich klatek animacji tym lepiej. Tutaj – wręcz przeciwnie. Pierwszy odcinek to kalejdoskop przedstawiający nam cztery główne grupy (dywizje) rapujących biszy. Mamy rapujących gangsterów, rapujące siły specjalne, rapującego… właściciela butiku z odzieżą (nie pytajcie) oraz rapującego doktora medycyny ze znajomymi (którzy też robią za siły specjalne, ponownie – nie pytajcie). Każda grupka dostaje po kilka minut, mają moment dialogu, po czym wpadają jakowyś źli ludzie i przechodzimy do mięska – raperskich bitew!

Tak tak, większość pierwszego odcinka o rapujących biszach zajmują… rapujący bisze. Tytuł obiecuje i tytuł dostarcza, aż dziw, że mogę chwalić za taką pozorną oczywistość, ale jak pisałem, praktyka w tym względzie nie jest zbyt różowa. Bitwy nie mają żadnego sensu, to kompletna niedorzeczność. Rozumiem, że pojawiające się w nich cuda, dziwy, eksplozje to chyba… halucynacje? A tam, w sumie nieważne. Każda dywizja ma swoje własne tła, ataki i oczywiście teksty, które pojawiają się na bieżąco na ekranie. Rapu generalnie nie lubię, ale mimo to słuchało mi się go tutaj przyjemnie, kawałki są podobnie różnorodne, jak i reszta oprawy audiowizualnej. Jest kolorowo, różnorodnie, dynamicznie. Treści w tym brak, ale kto by się tym przejmował. Da się przy tym wyłączyć mózg i dobrze bawić. Kto by się spodziewał…

Comments on: "Hypnosis Mic -Division Rap Battle- Rhyme Anima – odcinek 1" (1)

  1. MeryZet said:

    Chcę tylko powiedzieć, że po pierwsze grupy i dywizje to nie to samo. Grupy to Buster Bros!!!, Mad Trigger Crew, Fling Posse i Matenrou, a dywizje to Ikebukuro, Yokohama, Shibuya i Shinjuku. Poza tym Ramuda nie jest właścicielem butiku z odzieżą tylko projektantem mody (wspominali o tym)

Leave a comment for: "Hypnosis Mic -Division Rap Battle- Rhyme Anima – odcinek 1"

Tag Cloud