Kamisama ni Natta Hi – odcinek 2

Yota wraca do domu z Odin, zastanawiając się, dlaczego jego matka tak szybko się zgodziła na przyprowadzenie nieznajomej osoby. Rodzicielka szybko wydobywa z niej informację, że nazywa się Hina Sato i nie wzrusza jej wcale, iż dziewczę każe się zwać imieniem nordyckiego boga. Bohater ma nadzieję, że w tym szaleństwie ojciec zachowa choć odrobinę rozsądku, ale ten też nie ma nic przeciwko zatrzymaniu się Odin u nich. Co więcej, rodzice zgodnie twierdzą, że Hina jest ich daleką krewną, a krewnym należy pomagać. W trakcie kolacji dowiadujemy się, że Yota ma jeszcze siostrę, Sorę, a tradycją rodzinną jest specyficzna kombinacja imion członków rodziny i nazwiska, co znów doprowadza Odin do ataku histerii na tle boskim.

 

 

Po kolacji Odin przeszkadza w nauce bohaterowi, ponownie mu wyrzucając, że do końca świat niewiele dni, a on tu się do egzaminów uczy. Daje się dopiero spacyfikować grą, po której w końcu zasypia. Po czym mamy dziwną scenkę z rodzicami Yoty twierdzącymi, że nie przypuszczali, iż nadejdzie ten dzień…

Kolejnego dnia Yota znów kontempluje rzeczywistość przypominając sobie, od kiedy zna Izanami, jak to było i jak teraz jest. Po czym słyszy od swojej małej Nemezis, że jak najbardziej się da zdobyć ukochaną, należy tylko wziąć udział w filmie, który kręci jego siostra w ramach projektu. Po czym mamy trzy scenariusze-plagiaty, napisane przez Odin, z Izanami i Yotą w rolach głównych, a tatusiem dzielnie wspierającym w roli drugoplanowej. Jak łatwo można przewidzieć, nic z tego nie wychodzi, oprócz materiału do przyszłego (zapewne) szantażu na braciszku.

 

W końcu Odin informuje Yotę, że Izanami bardzo lubi muzykę filmową i wpada na pomysł, że może powinien napisać piosenkę, żeby na niej zrobić wrażenie. Jak mówi, tak robi (dosłownie), czyli pisze piosenkę, chłopak się jej uczy, prezentuje ukochanej… I wychodzi bardzo dobrze, Izanami się nawet uśmiecha, tylko potem znów się robi jak zwykle. A na koniec widz zostaje uraczony dramatyczną sceną z Sorą w roli głównej.

 

Pod względem graficznym na razie odcinek utrzymuje poziom pierwszego, postacie są ładnie narysowane, momenty histerii Odin jak zwykle SD-czkowate, a sceny filmowe zdecydowanie się wyróżniają. Generalnie „scenariusz” do pierwszego „filmu” to majstersztyk, przy którym oryginał to amatorszczyna! Ta gra aktorska, te emocje, kadrowanie, i w ogóle. Zwłaszcza w ogóle. Zdecydowanie ktoś się świetnie bawił przy jego tworzeniu, i nie mówię tu o Odin.

Natomiast co do Odin, to  pozostaje ona, a raczej sprawia wrażenie osoby, od której rzeczywistość się bardzo odbija, zwłaszcza w stosunkach damsko-męskich. Ma trochę mniej scenek histerycznych, ale nie zmienia to faktu, iż stają się one ciut męczące. Bohater, o dziwo, ma dwoje żyjących rodziców z którymi mieszka (sic!) i którzy, pominąwszy jakiś sekret rodzinny, sprawiają normalne wrażenie. Siostra też wygląda na normalną, bez kompleksu starszego braciszka, w ogóle to jakaś normalna, pełna rodzina? Dowiadujemy się też, czemu Izanami zachowuje się tak, jak się zachowuje i co doprowadziło Yotę do chęci wspólnej nauki z nią. W sumie dobrze, choć bohaterowi przydałoby się trochę więcej kręgosłupa. Natomiast Wielka Tajemnica jest dawkowana w tak mikroskopijnych ilościach, że ilość możliwych opcji jej wytłumaczenia jest na razie spora.

Leave a comment for: "Kamisama ni Natta Hi – odcinek 2"

Tag Cloud