Taisou Zamurai – odcinek 3

Tetsuo tak bardzo nie podoba się, że Joutarou oszukał wszystkich w sprawie swojej emerytury, że nie tylko nazywa go wstydem dla świata gimnastyki, ale i wyzywa na pojedynek – jeśli Aragaki przegra, pożegna się z dalszą karierą. O dziwo Amakusa zgadza się na ten gówniarski szantaż, prosząc jednocześnie o czas dla podopiecznego, który jeszcze nie doszedł do siebie po ostatniej kontuzji. Podczas oglądania filmiku z występu Minamino szczerze stwierdza, że Aragaki raczej nie wyjdzie ze starcia zwycięsko, jednak dzięki możliwości sprawdzenia się przed zawodami będzie mógł na nowo poczuć ducha walki. Wspólnie, wspierani przez m.in. Leo i Britney, rozpoczynają półtora miesiąca ciężkich treningów. Te dają odpowiednie rezultaty i wkrótce Joutarou i Tetsuo stają naprzeciwko siebie na sali gimnastycznej. Choć Joutarou świetnie sobie radzi na drążku, konkurent wypada zdecydowanie lepiej i, zgodnie z przypuszczeniami Amakusy, wygrywa pojedynek. Czy to rzeczywiście oznacza koniec dla naszego protagonisty? Cóż, ani on sam, wyraźnie pod wielkim wrażeniem wyczynów Tetsuo i dziękujący mu za wskazanie następnego celu na swojej drodze sportowej, ani Leo, ani trener nie akceptują takiego rozwiązania i po gorących prośbach przekonują Tetsuo, by się walił… znaczy by odpuścił Joutarou, na co Minamino z niechęcią przystaje.

Trzeci odcinek Taisou Zamurai nie sprawił, że bezwarunkowo pokochałam serię albo zupełnie mnie od niej odrzuciło. Ogólnie jestem pozytywnie nastawiona do tytułu, ale nie mogę zignorować pewnych zgrzytów. O przerysowanych bohaterach nie będę już pisać – trzeba się przyzwyczaić i tyle. Coraz bardziej za to razi mnie grafika, dokładnie wyblakła kolorystyka, tym bardziej rozczarowująca, że przecież anime uraczyło nas cudownym plakatem z bohaterami na soczyście żółtym tle. Szkoda, że nie ma co liczyć na podobne barwy w samej produkcji. Również tła się nie poprawiają i są do bólu sterylne i nieciekawe. Z drugiej strony serii nie ogląda się dla nich, tylko dla popisów gimnastycznych. W ich przypadku także mam mieszane uczucia. Używanie częściowo ujęć komputerowych modeli postaci aż tak bardzo nie przeszkadza. Gorzej, że niekiedy zbyt gwałtownie i za często wymieniają się one z tymi normalnie narysowanymi – ujęcie CGI, za chwilę zwykłe, potem znów komputerowe, sekunda później normalne. Aż oczy bolą. Mam nadzieję, że kolejne akrobatyczne popisy unikną tej wady i będą lepiej przemyślane. Na plus jednak, że w ogóle wciąż widzimy bohaterów w ruchu, i z bliska, i z daleka, i pod różnym kątem. Pokazy slajdów twórcy rezerwują sobie na inne okazje – świetnie się sprawdziły chociażby przy streszczeniu przygotowań Joutarou do pojedynku, dodatkowo umilanego całkiem ładną piosenką w klimacie lat 80. (nie udało mi się niestety dowiedzieć, co to za utwór).

Akrobacje może i nie wyglądają zawsze dobrze, ale ogólnie warstwie sportowej trudno coś zarzucić. Owszem, na razie nie zaskakuje niczym specjalnym i idzie oczywistą drogą ku zawodom, podczas których Aragaki ponownie zmierzy się z Tetuso i pewnie z Leo, nadrabia jednak poważnym podejściem do tematu współzawodnictwa i aktywności fizycznej i skupianiem się nie tylko na praktyce, ale i zgrabnie wykładanej teorii. Jako całkowitemu laikowi miło mi było poznać nazwy różnego rodzaju skoków (bez łopatologicznego tłumaczenia, jak wyglądają) czy słuchać cennych rad Amakusy. Trener Joutarou to zresztą postać z największą dozą rozsądku i rozwagi, o czym najlepiej świadczą jego reakcje na wyzwanie Minamino – jasne, zgadza się na dziwne żądanie, które raczej mało kto potraktowałby poważnie, widzi w tym jednak szansę dla podopiecznego. Po pojedynku natomiast, mimo zwycięstwa Tetsuo, nie daje się chłopakowi zastraszyć, wie bowiem, że nie jest on osobą, która w jakikolwiek sposób może decydować o karierze Aragakiego. Leo z kolei dalej jest optymistycznym i wspierającym Aragakiego chłopcem, co bez wątpienia działa mobilizująco na protagonistę, podobnie jak znalezienie nowego, utalentowanego przeciwnika. Tetsuo jest zbyt narwany, gburowaty i pewny siebie, trudno go więc na razie polubić. Z drugiej strony razem z pozostałą dwójką stanowi niezłą mieszankę wybuchową – aż nie mogę się doczekać ich kolejnych interakcji. Wracając do kwestii sportowych – gdy dojdziemy do głównego etapu serii, czyli zawodów, nasz głód wiedzy gimnastycznej powinien zostać jeszcze lepiej zaspokojony. Wcześniej jednak, wnioskując ze sceny po endingu, poznamy przeszłość Leo, bądź co bądź dalej zagadką jest, z jakiego kraju pochodzi i dlaczego ścigają go dziwne typy, a przede wszystkim, jaką dokładnie rolę spełnia w serii, bo nie wierzę, że jedynie sympatycznego pomocnika Joutarou.

Leave a comment for: "Taisou Zamurai – odcinek 3"

Tag Cloud