Horimiya – odcinek 2

Dzisiejszy odcinek to aż trzy wątki – słusznie już tydzień temu odniosłam wrażenie, że anime dość mocno ścina oryginał, i pozostaje mi tylko, zapewne wraz z innymi czytelnikami mangi, tego żałować, choć sam seans jest oczywiście przyjemny i dla duszy, i dla  oka. Po pierwsze, Hori uświadamia sobie, a raczej uświadamia jej to pytanie matki, że nie zna imienia Miyamury, choć ten już dość długo przychodzi do jej domu. Próby wywiedzenia się tego w szkole, tak żeby nikt się nie zorientował, o co jej chodzi, są zabawne, ale ostatecznie musi się poddać i zapytać samego chłopaka. Teraz to on ma chwilę ubawu, choć z ryzykiem uszkodzeń cielesnych, bo Hori w domu się nie hamuje, ale rzecz w końcu wychodzi na jaw: na imię mu Izumi. (A Hori Kyouko).

Drugi, najdłuższy wątek wiąże się z samorządem szkolnym – jego przewodniczący to kolega Hori od czasów przedszkolnych, a że wyżywała się na nim aż do pójścia do liceum, stąd poproszona pomaga mu w pracach – bo na przynajmniej jedną trzecią samorządu, uroczą Ayasaki (i dziewczynę przewodniczącego Sengoku), nie bardzo można liczyć. Zatem Hori robi za nią robotę, Ayasaki zasiewa ważne dokumenty i zrzuca winę na Hori, ta nie wie, jak się bronić, upokorzona na oczach innych uczniów, i wtedy do akcji wkracza Miyamura! Nie dość, że dostarczył zaginione papiery (to akurat był przypadek), ale jeszcze w ramach obrony honoru damy wyrżnął przewodniczącego z główki. Nieporozumienie zostało wyjaśnione, nikt nie ma pretensji, i tylko Sengoku ma nową traumę…

Najkrócej i najbardziej po macoszemu potraktowane zostały urodziny Hori – dostała co prawda od Miyamury płytę z popularnymi piosenkami, czyli to, o czym po cichu marzyła, ale za to widz nie dostał przecudnej akcji z pierścionkiem od Ishikawy, a wielka szkoda. Cóż, wygląda na to, że jednak wątek szkolno-romansowy przeważy nad komediowym, który sprowadza się tu w zasadzie do licznych (bardzo licznych, co swoją drogą pozwala też na spore oszczędności) esdeczków i trochę do kontrastu charakterów głównych bohaterów, ale z racji cięć oryginalnego materiału nie wybrzmiewa to do końca tak, jak powinno – po prostu za mało jest na to czasu.

Niemniej wszystkie postaci są sympatyczne i dość naturalne w swoich zachowaniach (jeśli uznać tsundere za naturalną), poza tym ślicznie rysowane (podoba mi się, że barwne oczy i włosy są w jednym kolorze) i dobrze animowane – nie wypatrzyłam żadnych kiksów w ruchu, jedynie sporo typowych oszczędnościowych trików, z którymi przyjdzie się pewnie pogodzić. Zresztą z nawet z nimi seria jest zwyczajnie ładna i naprawdę dobrze się na nią patrzy. A i seiyuu są bardzo dobrze dobrani, głos Miyamury jest niezwykle przyjemny i bogaty, ale rozłożył mnie Sengoku, wręcz idealny. Z racji znajomości mangi nie jest mi łatwo obiektywnie ocenić anime, któremu rzeczywiście trochę brakuje do oryginału, ale wydaje mi się, że fani spokojnych serii szkolnych powinni być z Horimiyi zadowoleni. Zwłaszcza jeśli powiększające się grono znajomych pozwoli postaciom na rozwinięcie skrzydeł w relacjach i codziennych interakcjach, a mają co pokazywać.

Comments on: "Horimiya – odcinek 2" (1)

  1. Meliona said:

    Ale że kto jest w Horimiyi tsundere? Hori? xDD

Leave a comment for: "Horimiya – odcinek 2"

Tag Cloud