Mars Red – odcinek 3

Bogowie, jak ja się cieszę, że to już trzeci odcinek tej chały wyplatanej… Wreszcie mogę porzucić  bez żalu, na co w pełni zasłużyło. W zasadzie na tym mogłabym zakończyć zajawkę, ponieważ w trzecim odcinku nie dzieje się nic, ale takie okrąglutkie, pogrubione NIC. Mamy spotkanie sztabu, na które przełożony zabiera Maedę i ten przez trzy czwarte odcinka stoi i podpiera ścianę, słuchając wielkich planów i małych złośliwości oficerów wyższych rangą. Co gorsza, nie może nawet zapalić, więc potęguje to wrażenie nicości i nudy. Jedyny sensowny członek Code Zero, Suwa (to ten tajemniczy zamaskowany ktoś z białymi włosami) przypadkowo wpada na Deffrota i rozpoznaje w nim potężnego wampira. A panowie Yamagami i Kurusu snują się przy lokalnej świątyni, w związku z odbywającym się tam festynem oraz faktem, że miejsce to często odwiedza żona Yamagamiego.

Czy dowiadujemy się czegoś istotnego? Cóż – rodzina osoby zamienionej w wampira dostaje informację o jej śmierci (vide żona Yamagamiego), a Maeda to straszny dzban, skoro nie zainteresował się najbardziej podejrzaną osobą w mieście i nie skojarzył jej potem z opisem Suwy. Członkowie Code Zero próbują prześledzić drogę, jaką odbywa Ascra (czyli sławetny zamiennik krwi), ale najpierw łapią kuriera za wcześnie (sądząc, że jest wampirem), a potem gubią trop… Japonia prowadzi jakiś wampirzy wyścig zbrojeń z Anglią, ale chwilowo przegrywa. Niby informacji jest dużo, ale zostały podane w tak nieatrakcyjny, nudny i ospały sposób, że nie wzbudzają nawet okruszka zainteresowania. To się wszystko po prostu nie klei, anime pozbawione jest jakiegokolwiek nastroju czy chemii między postaciami. Mars Red to najbardziej płaska i mdła produkcja, jaką widziałam ostatnimi czasy. Postaci błądzą po ekranie – Maeda jest dowódcą tylko z nazwy, wampirza część oddziału działa według własnego widzimisię i traktuje śledztwo jak zabawę w piaskownicy (może poza Suwą). Kurusu, rzekomo najsilniejszy wampir jakiego widziała japońska armia, zachowuje się jak dzieciak i nie jest w stanie zatrzymać nawet zwykłego człowieka. Działania Code Zero są nieskoordynowane, chaotyczne i nie przynoszą żadnych korzyści. Aż żal patrzeć.

Poza tym trzeci odcinek jest jeszcze brzydszy od poprzednich – zauważyłam, że postaci mają przypisany konkretny repertuar min i grymasów, i w żadnym wypadku nie wychodzą poza niego. Inna sprawa, że całość jest okropnie krzywa, w omawianym odcinku anatomia naprawdę leży. Postacie kobiece wszystkie wyglądają tak samo, dlatego odróżnienie żony Yamagamiego od dowolnej kobiety widocznej na drugim planie, było trudnym zadaniem. Efekty komputerowe litościwie przemilczę. Niestety, tym razem nawet tła nie były ładne. Podsumowując, rozpacz i nędza. Omijać szerokim łukiem.

Leave a comment for: "Mars Red – odcinek 3"