Seven Knights Revolution – odcinek 3

Po krótkiej rozgrzewce, na którą składają się narada, akcent humorystyczny w postaci zdolności kulinarnych Farii oraz krótka rozmowa Nemo z Sophitią przechodzimy do konkretów. Seven Knights (chwila: ich jest siedmioro razem z Nemo, więc dlaczego wcześniej TEŻ nazywali się Seven Knights?) zostają wezwani do miasta zaatakowanego przez potwory, z którymi nie radzą sobie miejscowe siły wojskowe (ha, jednak istnieją!). Rozprawienie się z ww. potworami to dla widza okazja do przyjrzenia się wyglądowi i mocom pozostałych rycerzy. Ważniejsze jest jednak to, że ta walka po raz kolejny podkopuje pewność siebie jednego z członków Siódemki, Gildana. Chociaż na pozór tryska on pogodą ducha i optymizmem, w rzeczywistości trawią go wątpliwości co do własnej siły, a do tego ciążą oczekiwania związane z jego rolą społeczną – jest bowiem księciem jakiegoś odległego kraju. Wszystko to razem sprawia, że poznajemy cenę, jaką Spadkobiercy płacą za swoje moce – ryzykują, że w niesprzyjających okolicznościach sami mogą zamienić się w potwory.

Wydaje się, że dla tak przemienionej osoby nie ma już ratunku, więc Gareth i Jou z ciężkim sercem stwierdzają, że mogą tylko skrócić mękę przyjaciela. Nemo patrzy na to inaczej, po raz kolejny upierając się, że każde życie jest cenne. Jego upór i determinacja wyrywają Gildana z odrętwienia i ostatecznie sprawiają, że cały incydent kończy się szczęśliwie. Warto jednak pamiętać, że rada, przed którą Faria składa raport (i dlatego nie bierze udziału we wspomnainym zajściu z Gildanem) po raz kolejny przestrzega ją, żeby miała na Nemo oko. Najwyraźniej bycie bohaterem i Spadkobiercą nie gwarantuje, że dana osoba zawsze będzie stawać po właściwej stronie, zaś w przypadku Nemo wiele rzeczy może budzić wątpliwości. Z innych informacji ważna wydaje się wzmianka o tym, że podczas rajdu w pierwszej połowie odcinka potwory zdołały zniszczyć „srebrną klepsydrę”, podobno nie pierwszą już. Czym jest ten artefakt i dlaczego ma nas to niepokoić? Cóż, te wyjaśnienia muszą zaczekać.

Potwierdziły się moje obserwacje z drugiego odcinka: spodziewałam się trzech metrów mułu, a dostałam serię zupełnie przeciętną. Ogląda się to nawet gładko (acz powtórzę, że wywalenie szkolnych dekoracji zdecydowanie by pomogło), tym bardziej, że projekty postaci i animacja dalej są zaskakująco ładne i udane, do tego stopnia, że seria wyróżnia się pozytywnie na tle sobie podobnych. Animatorzy umieją pokazać walkę w sposób dynamiczny, zaś otaczająca potwory mroczna i rozmyta „aura” pozwala w miarę bezboleśnie wkomponować w obraz elementy CGI. Fabularnie jest trochę bez błysku – po trzech odcinkach powinniśmy być w stanie zarysować jakiś obraz sytuacji, ale do tego nadal daleko. W dodatku wyjaśnienia są przypadkowe – dokładnie omawiane bywają elementy drugorzędne, podczas gdy wciąż nie mamy odpowiedzi na pytania tyleż podstawowe, co niebędące specjalnie ukrywaną tajemnicą. Jak dla mnie ta seria jest trochę zbyt „letnia” – nie irytuje i na pewno nie zasługuje na wyśmianie, ale nie wciągnęła mnie nadmiernie. Mimo to powiedziałabym, że jeśli kogoś sam koncept i (przede wszystkim) grafika zaciekawiły, może dać szansę. Na sezonowego średniaka do obejrzenia raz spokojnie się kwalifikuje.

Leave a comment for: "Seven Knights Revolution – odcinek 3"