Visual Prison – odcinek 1

Kiedy nic nie rozumiem z pierwszego odcinka, to zakładam, że są 2 opcje na stole:
1. To ambitne kino europejskie.
2. To śmieć.
Krótkie zerknięcie na siedzibę studia (Suginami w Tokio) pozwoliło mi  jedną z tych opcji wykluczyć.

Moją pierwszą reakcją na brak zrozumienia było, że widać jest tu jakiś kontekst, który mi ucieka. Pewnie jest to ekranizacja czegoś i nikt się nie przejmuje wyjaśnianiem, fani wiedzą o co chodzi, nie? Nie? To seria oryginalna? A, jasne.

Jestem w stanie wyjaśnić, o co w tym chodzi, tylko i wyłącznie ponieważ podczas napisów końcowych postacie postanawiają (rychło w czas) zrobić lore dump i ciągiem wyjaśnić, co się tutaj w ogóle wyprawia. No więc wyprawia się, że w świecie przestawionym wampiry zajmują się magicznym śpiewaniem, pojedynkują się śpiewająco o Bardzo Ważną Rzecz, a protag jest półwampirem i zostaje w to wciągnięty. Mało porywająca to koncepcja, ale dałoby się z nią żyć, byleby akcja toczyła się wartko i śpiewali ładnie.

Akcja nie toczyła się wartko. Te wcześniejsze 20 minut to kilka tanich anime-teledysków wrzuconych do maszynki do mielenia. Protag idzie sobie ulicą i duma, jak to dobrze byłoby być j-pop piosenkarzem, dostaje wewnętrzną piosenkę, jej słowa nie mają sensu. To jeszcze znośne. Wtem na skrzyżowanie wjeżdża ciężarówka z ekranem, znikąd pojawiają się setki fanek j-popu i robią publikę. Z nieba zlatują wampiry-anioły i zaczynają śpiewać. Słowa piosenki nie mają sensu. Po chwili pojawiają się nowe wampiry, zaczynają śpiewać co innego. Słowa nowej piosenki też nie mają sensu. Tak to trwa, pojawia się nowa postać, ratuje (?) protagonistę, po czym znowu śpiewają. Słowa piosenki – a jakże – nie mają sensu.

Nie powiem, żebym miał coś przeciwko śpiewaniu, tylko jak chcą się pochwalić j-popem, to mogliby jakiś utwór puścić w całości i go sensownie zanimować, a nie to… coś. Nie wymagam Szekspira, ale nie przesadzając, dobry teledysk ma więcej fabuły od tego i jest zrozumialszy. Tutaj postaci nie są w stanie wydusić kilku słów z sensem. To wszystko jakiś bełkot, gadają o sercu, pieśni, krwi, księżycu, rebelii, „pocałunkach ekstazy”, itp. itd. Generalnie – takie rzeczy, które się wstawia w utwór, żeby kilka słów kluczowych zapadło ci w pamięć, kiedy go słuchasz w tramwaju. Zdecydowanie nie mamy się nad tym zastanawiać, tylko chłonąć to jako orgię j-popowego stylu. Nie da się jednak nie zastanawiać, kiedy nie wiadomo, o co chodzi. Chłonięcie stylu też szłoby lepiej, gdyby nie zmieniali go co 5 minut.

Leave a comment for: "Visual Prison – odcinek 1"