Atarashii Joushi wa Do Tennen – odcinek 1

Kentarou Momose zapewne czułby się podekscytowany rozpoczęciem pracy w nowej firmie, gdyby nie fakt, że w poprzedniej szef, delikatnie mówiąc, mocno dawał mu się we znaki. Teraz również bohater obawia się, że nowy przełożony okaże się upiornym typem i znów będzie musiał myśleć nad zmianą stanowiska. Na jego szefa zostaje wyznaczony menedżer Yuusei Shirosaki. Mężczyzna o wiecznie kamiennym wyrazie twarzy wydaje się nieprzenikniony – co jeszcze bardziej potęguje niepokój Kentarou – ale już podczas pierwszego wspólnego spaceru orientuje się on, że Shirosaki nie tylko nie jest groźny, ale wręcz uroczo nieporadny.

Uznałam, że nie ma sensu streszczać dokładnie całego odcinka, bo składa się on kolejno z krótkich scenek, w których Shirosaki robi/mówi coś dziwnego/głupiego (jak zwał, tak zwał…), a Momose na to reaguje, zazwyczaj chichocząc albo wchodząc w tryb rozanielenia. I tak, gdy Momose zaczyna ze stresu boleć żołądek, Shirosaki kupuje mu leki… na ból menstruacyjny. Innym razem myli roślinę z kotem i zastanawia się, ile mogą mieć obecnie lat jego koledzy ze szkoły. Nie zabrakło też typowych żenujących sytuacji, gdy szef zwraca się przez pomyłkę do obcego mężczyzny zamiast podwładnego albo przeprasza za brak telefonu… rozmawiając właśnie przez ten telefon. Co, niektórzy mają déjà vu? Oczywiście, dość niedawno wychodziło Cool Doji Danshi, anime oparte na identycznym koncepcie, z tą różnicą, że skupiało się na większej liczbie bohaterów. Jeśli komuś było mało, proszę, tu kolejny pan przyciągający jak magnes wpadki. Jeśli natomiast ktoś boi się, że mu się znudzi, bo ile można oglądać różne gafy, pewnie szybko zaczną się powtarzać… cóż, twórcy Atarashii Joushi wa Do Tennen – a dokładnie twórczyni mangowego pierwowzoru – udowadniają od pierwszego odcinka, że nie mają problemu z wymyślaniem coraz to dziwniejszych przejawów nieporadności Shirosakiego. Odnoszę więc wrażenie, że jest on na wyższym poziomie niż chłopcy z Cool Doji Danshi, w tym sensie, że trudno mi wyobrazić, aby Souma czy Hayate byli w stanie powtórzyć niektóre wpadki Yuuseia. Inną znaczącą różnicą jest obecność w anime od A-1 Pictures konkretnej drugiej osoby reagującej na czyny bohatera, czyli drugiego protagonisty; w serii studia Pierrot siostra czy koledzy bohaterów byli raczej jedynie potrzebnym dodatkiem.

Dobra, ale wychodzi mi tu zajawka porównawcza… Jak ogólnie Atarashii Joushi wa Do Tennen się przedstawia? Absolutnie uroczo! Wspomniałam o różnorodności wpadek, równie istotne jest to, że są odpowiednio podane, dzięki czemu nawet tak drobna nieporadność jak zbyt energiczny obrót na krześle potrafi wywołać szeroki uśmiech. Dużą rolę odgrywa tu stoicka postawa Shirosakiego, który dopiero po uświadomieniu mu przez Momose, że zrobił coś dziwnego, odczuwa zażenowanie albo wpada w popłoch (a gdy mu Kentarou nie uświadomi, dalej siedzi z poważną miną i jest jeszcze zabawniejszy!). Ogólnie zaś seria, jak na produkcję, która powinna po prostu relaksować, jest cudnie ciepła i odprężająca, m.in. dzięki bardzo dobrej muzyce <łypie na braci Yuzuki>. Serio, zdziwiłam się, że mi tak mocno wpadła w ucho, aż musiałam zerknąć, kto za nią odpowiada – no tak, pan od Kimi to Boku (i od Cool Doji Danshi zresztą też), już się nie dziwię. Yuuichirou Umehara świetnie się sprawdza w roli Shirosakiego, natomiast w przypadku Koutarou Nishiyamy momentami nieco raził mnie jego zbyt piskliwy ton, ale myślę, że się przyzwyczaję. Z kwestii graficzno-animacyjnych oczywiście nie ma co oczekiwać cudów, acz muszę przyznać, że kreska ma swój urok i seria nie jest aż tak sztywna jak się obawiałam.

Leave a comment for: "Atarashii Joushi wa Do Tennen – odcinek 1"