Idol Jihen – odcinek 1

Idolki opanowują świat! No dobrze, może nie konkretnie świat, a Japonię, i nie tyle opanowują, ile przejmują rządy w państwie. Tak jest – tym razem tańczące i śpiewające dziewczynki mieszają się do polityki, oczywiście wszystko po to, by napełnić ludzkie serca wiarą, nadzieją i miłością. Tak się bowiem składa, że Kraj Kwitnącej Wiśni boryka się obecnie z wieloma problemami, poczynając od ubóstwa, poprzez kryzys gospodarczy, a na skorumpowanych politykach kończąc. W takiej sytuacji nietrudno o niezadowolenie społeczne, które łatwo mogłoby przerodzić się w coś gorszego, ale tu na scenę wkraczają idolki. Ich rola polegać ma na przywracaniu ludziom uśmiechu na twarzy w tych trudnych i nieprzyjaznych czasach, co czynić mają poprzez śpiew i taniec.

Natsuki Hoshina do niedawna była gwiazdą niewielkiej wioski, umilającą rolnikom pracę podczas sadzenia i zbierania ryżu. Przypadkiem została odkryta przez przywódczynię jednej z siedmiu partii politycznych zrzeszających nastoletnie gwiazdeczki i po wielce rygorystycznej rekrutacji (podstawowym warunkiem, jaki trzeba spełnić, jest wbiegnięcie na szczyt stromego wzniesienia) okazała się idealną kandydatką do rządu. Teraz tylko wystarczy przekonać ludzi, by na nią zagłosowali, co… nie jest takie łatwe.

Na pomoc zostaje wezwana znana i lubiana idolka, Shizuka Onimaru. Dziewczyny razem mają dać minikoncert, którego głównym celem jest podniesienie popularności naszej bohaterki. Ponieważ  Shizuka z byle kim nie ma zamiaru występować, przychodzi czas na krótki trening, czyli inaczej rzecz biorąc: pot, łzy i trochę dramatu. Wszystko kończy się szczęśliwie a także bardzo kolorowo, na dodatek dziewczęta pod koniec odcinka się ze sobą zaprzyjaźniają. Opozycja jednak nie śpi, szykują się więc kolejne kłopoty…

 

Cóż mogę rzec… to było tak strasznie głupie! Założenia fabularne są wyjątkowo absurdalne, ale dzięki temu wnoszą powiew świeżości do przesiąkniętego sztampą gatunku. Mimo wszystko jednak ta świeżość gubi się pod stertą oklepanych motywów, po jakie tu sięgnięto. Mamy więc główną bohaterkę – totalną niezdarę, która wszelkie braki pokrywa niespożytymi wręcz pokładami energii i samozaparcia. Mamy też jej (prawdopodobnie) przyszłą najlepszą przyjaciółkę – dla równowagi twardo stąpającą po ziemi „pannę idealną”, która ma z tego powodu pewne problemy w kontaktach interpersonalnych (czyt. to ta, która jest tak wspaniała, że nikt nie chce się do niej zbliżyć, a ona sama cierpi wewnątrz, bo boi się okazać swe prawdziwe uczucia, jest więc raczej oschła dla wszystkich wokół… czy coś w ten deseń). Był też i występ, na którym ta pierwsza pokazała swoje prawdziwe oblicze (w tym wypadku supersłodką aurę), dzięki czemu przekonała do siebie tę drugą… i całą masę innych osób. Bo – co oczywiste – tłumy wręcz szalały pod sceną. W najbliższej przyszłości dostaniemy natomiast zbieranie pozostałych członkiń zespołu (tych z openingu), zapewne przeprowadzone w równie szybki i bezbolesny sposób.

Nie no, tak naprawdę nie było to strasznie złe, tylko zwyczajnie bardzo przeciętne. Liczyłam, że anime podejdzie z większym dystansem do podejmowanego tematu, albo przynajmniej zaprezentuje jakieś mniej typowe rozwiązania. Bo mimo iż dziewczęta tym razem nie ratują szkoły, to właściwie robią to samo, co zawsze, tylko w nieco innych dekoracjach. A to jest, szczerze powiedziawszy, raczej nudnawe, choć przy tym niezwykle słodziutkie. Pytanie tylko, czy poza wielkimi fanami idolkowych serii, znajdą się chętni na taką powtórkę z rozrywki?

Do tego graficznie tytuł ten nie zachwyca. Projekty postaci nieszczególnie przypadły mi do gustu, zwłaszcza jeśli chodzi o główną bohaterkę (uch… ta jej długa twarz…). Na plus natomiast muszę policzyć fakt, że występ bohaterek, choć wyraźnie wspomagany animacją komputerową, nie spłaszczył aż tak ich rysów, dzięki czemu wyszło ciut mniej plastikowo niż zazwyczaj. Cała reszta to już stany totalnie średnie, ale mocno cukierkowe, więc jeśli komuś nie wypadają zęby na widok kwiatuszków, serduszek, wszechobecnego różu i skrzących się kryształków, to nie powinien narzekać.

Co z tego będzie dalej? Nie mam pojęcia, bo wbrew pozorom da się to jeszcze uratować… a także doszczętnie zepsuć. Na razie jednak nie zauważyłam niczego, co by mnie jakoś zainteresowało, ale może wraz z nowymi bohaterkami seria się jeszcze rozkręci. Na tę chwilę wszakże nie jest to tytuł, który szczególnie polecałabym do obejrzenia w tym sezonie.

Leave a comment for: "Idol Jihen – odcinek 1"

Tag Cloud