Lapis ReLiGHTs – odcinek 1

No cóż, nie było to na razie tak idolkowe, jak się obawiałam – nie moje klimaty zupełnie – aczkolwiek opening, czemuś umieszczony w połowie odcinka, nie pozostawia złudzeń, że tak będzie, choć w wariacji na temat, powiedzmy, że oryginalnej. Świat rzeczywiście jest magiczny, jak głosiły zapowiedzi, w dodatku wygląda trochę jak takie bardziej cywilizowane fantasy i jest całkiem przyjemny dla oka, co skłania mnie do nieco większej niż przewidywana życzliwości względem serii. Na razie.

Główna bohaterka – tak typowa, jak to możliwe, czyli różowowłosa, jakby nieco nieporadna i bardzo urocza, a poza tym bez wątpienia utalentowana – udaje się dyliżansem do akademii pod wezwaniem wiedźmy Flory, zdaje się kogoś w rodzaju półbogini, bo wszyscy się do niej modlą. Akademia jest wyłącznie żeńska i wypasiona, jak się patrzy, poza tym ma chłodną dyrektorkę o wyglądzie uczennicy, mnóstwo fajnych zajęć magicznych do wyboru (!) i hierarchiczny a głupi system rang, o którym później.

Nasza bohaterka, Tiara – diademik, który nosi, jest jakoś istotny, nie wiem więc, czy imię znaczące, czy przypadek – po krótkim zwiedzaniu miasta łatwo zapisuje się do akademii, udowodniwszy tylko swój magiczny potencjał. Dyrektorka przydziela ją do grupy, w której znajduje się Rosetta, przyjaciółka Tiary z dzieciństwa – następuje radosne spotkanie po dwóch latach, iluś miesiącach i 14 dniach, Rosetta pamięta to dokładnie, ja nie. Sempajka oprowadza nową po szkolnych hektarach i rozmaitych magicznych wykładach i ćwiczeniach. Tiara nie wiedzieć czemu mdleje na widok eksplozji wywołanej magiczną strzałą. Wychodzi na to, że była słabego zdrowia, ale leczący efekt przyniosły piosenki śpiewane jej przez starszą siostrę, z którą zresztą ma chyba obecnie popsutą relację. Nie przeszkadza jej to śpiewać owej piosenki w hołdzie uroczemu nocnemu pejzażowi miasta. Kolorowe latarnie faktycznie były śliczne.

Wcześniej, podczas oprowadzania, Rosetta przedstawiła też Tiarze resztę ich grupy (razem jest ich oczywiście piątka, sama w sobie ewidentnie liczba magiczna, przynajmniej w anime). Może za tydzień zapamiętam ich imiona i przypiszę je do właściwych kolorów włosów, bo na razie żadna z dziewcząt nie przykuła wystarczająco mojej uwagi. Ale też żadna mnie nie zirytowała, to już plus. Wieczorem w jadalni Tiara wpada na trójkę innych dziewcząt, z których jedna ma najwyraźniej jakąś ansę do wspomnianej starszej siostry, z marszu przeniesioną na młodszą. Poza tym okazuje się, że uczennice, prócz tego że działające i uczące się w grupach samopomocowych, dzielą się na trzy rangi: najwyższą czarną, potem czerwoną i niebieską (lapis). Wyznaczają one kolejność jedzenia, kąpieli i zapewne inne przywileje, a wynikają z osiągnięć grup. Co więcej, w szkole stosowana jest daleko posunięta odpowiedzialność zbiorowa, tzn. jeśli komuś w grupie źle idzie, cierpi cała grupa. A Tiara trafiła właśnie do kompletu z czterema leserkami, którym grozi wydalenie za złe wyniki…

Ach, był jeszcze niby żarcik skierowany do fanów yuri (Tiara będzie dzielić pokój z Rosettą), trochę wciśnięty na siłę, ale nieszkodliwy. Generalnie, na razie nie wygląda to szkodliwie ani dla mojej psychiki, ani dla zmysłów – kolorki są jasne i pastelowe, większość elementów tworzonych w 3G nie boli, a niektóre nawet są ładne; piosneczki śpiewane przez seiyuu przeleciały mi przez uszy równie bezboleśnie i niemal niezauważalnie, bo żadna przesadnie nie piszczy. W większym stężeniu może być gorzej. Ale żeby nie było, że całkiem nie mam zastrzeżeń – coś jest nie tak z buzią Tiary, która mi się niezbyt podoba, a poza tym sylwetki dziewczyn momentami lekko się deformują tu i tam, choć nie jest to żaden dramat. No i mają biusty normalnej wielkości! To też plus jak dla mnie. Podsumowując: nie żywię żadnych oporów przed obejrzeniem kolejnego odcinka, a bynajmniej nie spodziewałam się, że to napiszę.

Leave a comment for: "Lapis ReLiGHTs – odcinek 1"

Tag Cloud