Shingeki no Kyojin [2017] – odcinek 1

Po tym, co otrzymaliśmy ostatnim razem, oczekiwania były duże, więc tym większe jest rozczarowanie.  Wszystko niby znajduje się na swoim miejscu, ale brak w tym charakteru oraz iskry. Emocje ciągle osiągają wysoki pułap,  ale w autentycznym wczuciu się przeszkadza przenikająca wszystko sztampa, jak i ledwo maskowane chwile tandety.

No niestety, czołówka tym razem to już nie to. Wiele ujęć jest świetnych i klimatycznych, ale w tle brzdąka taki sobie j-pop jako podkład, a pod koniec pojawia się rozbrajająca scena z tytanami szarżującymi wespół ze słoniem, dinozaurami i latającym wielorybem. Czy to autoparodia?


Zaś co do samego odcinka, to jest doskonale! Poprzedni sezon zakończył się nie lada cliffhangerem, z którym ten odcinek radzi sobie… niemal od razu zmieniając temat. Ludzie, którzy coś wiedzą, nie chcą gadać, i to koniec tematu. Żal, bo to naprawdę ciekawe, jakim sposobem ludzie żyjący za murami nie mają najmniejszego pojęcia, jak zostały zbudowane. To zdecydowanie temat, który należałoby w miarę szybko skomentować, ale jakoś nikt się do tego nie kwapi.

Cóż, za to odwracanie uwagi jest przeprowadzone sprawnie. Tytani za Murem Rose! Żołnierze martwią się o bliskich, dowódcy zabierają się za ratowanie sytuacji, a co poniektórzy rozmyślają, czy sytuację w ogóle da się uratować. Walki jest w tym wszystkim łącznie nie więcej niż kilkanaście sekund, ale za to jakość animacji jest w niej cudna. Zamiast jatką, napięcie jest budowane sprytną reżyserią – najpierw obserwujemy wydarzenia w stolicy, później na miejscu zagrożenia. W najbardziej dramatycznym momencie akcja wrednie przeskakuje do innego wątku, aby po powrocie okazało się, że wcześniej to nie było dramatycznie, teraz dopiero się zaczęło! Ostatnie 5 minut odcinka to scena tak rewelacyjnie przedstawiona i zagrana przez seiyuu, że na razie dzierży palmę mojej ulubionej z obu sezonów.

Pierwsze odcinki rządzą się swoimi prawami, ale na razie grafika odnotowuje postęp w stosunku do poprzedniego sezonu. Akcji nie było dużo, ale tła, postacie i ich animacja były dopracowane i stylowe. Wyjątkowo urzekające jest światło. Akcja toczy się w środku słonecznego dnia i to widać w każdym kadrze – wszystkie kolory są ciepłe, cienie lekkie, choć wyraźne. W połączeniu ze ogólnie stonowaną kolorystyką Shingeki no Kyojin daje to paletę pasteli, bardzo swoistą, ale nie nużącą.

Wrażenia psuje CGI, zastosowane do scen konnych. Lepsze modele zdarzały się w grach kilka lat temu, a otoczenie wygląda jak projekt studencki, a i to nienajlepszy. Szczęśliwie są to krótkie fragmenty, ale są też zbędne. Choćby z czysto marketingowego puntu widzenia lepiej byłoby nie straszyć tym z początku widzów. Jako że z powodów fabularnych w najbliższym czasie formacje konne będą się regularnie pojawiać, będzie trzeba się przyzwyczaić.

Comments on: "Shingeki no Kyojin [2017] – odcinek 1" (1)

  1. Easnadh said:

    Koyasu Takehito <3 to klasa sama w sobie. Kontrast między wyglądem postaci a bardzo miękkim, głębokim głosem seiyuu i grzecznym, spokojnym sposobem mówienia był uderzający, czegoś takiego nie mogła dać sama manga. Tak samo jak ten brak podkładu muzycznego, kiedy Zwierzęcy Tytan zaczął mówić. Zacna scena.

Leave a comment for: "Shingeki no Kyojin [2017] – odcinek 1"

Tag Cloud