Urara Meirochou – odcinek 2

Głównym tematem odcinka są oczywiście słodkie dziewczęta, które się cieszą, złoszczą, boją i w ogóle robią całe mnóstwo uroczych min. Jeśli jednak ktoś by pytał o fabułę, to także i na nią znalazło się miejsce.

  

Najpierw dowiadujemy się nieco więcej o poszukiwaniach Chiyi, która w Meirochou chciałaby odnaleźć swoją matkę. Jak się okazuje, jej informacje są – mówiąc najłagodniej – niepełne, albowiem nie wie, jak szanowna rodzicielka wygląda ani jak ma na imię. Biorąc pod uwagę, że do tej pory Chiya była wychowywana przez osobę, którą nazywa przyjaciółką matki, zawrzasnęłabym wielkim głosem, jakie to głupie. Zauważyłam jednak niezbyt subtelnie podtykane wskazówki, które ten brak podstawowych danych mogą wytłumaczyć. Przy okazji dowiadujemy się więcej o Meirochou i niestety im dalej w las, tym bardziej widać, że zasady rządzące miastem wróżbitek zostały skonstruowane wyłącznie pod kątem potrzeb fabularnych tej serii, bo żadnego innego sensu nie idzie się w nich dopatrzeć. Na przykład Chiya nie może zasięgnąć rady najlepszych wróżbitek, albowiem miasto zostało podzielone na dzielnice ponazywane według kolejnych rang zawodowych, a każda urara może przemieszczać się tylko tak daleko, jak pozwala jej ranga – co oznacza, że dla bohaterek, uczennic w randze dziesiątej, cała reszta miasta jest terenem zakazanym, nawet jeśli chciałyby się tam udać jako petentki.

  

W takim razie sposób jest tylko jeden: poprosić kogoś z zewnątrz o zadanie stosownego pytania… A nie, to by było logiczne. Jeszcze raz. W takim razie sposób jest tylko jeden: przejść przez wszystkie stopnie wtajemniczenia, zostać urarą pierwszej rangi i skonsultować się z legendarną wróżbitką, znającą ponoć odpowiedzi na wszystkie pytania. Chiyi taki plan oczywiście wystarcza, więc radośnie przystępuje do nauki wraz z pozostałą trójką dziewcząt.

  

Resztę odcinka zajmuje próba wróżenia pod okiem Niny, mam nadzieję, że niemająca być instruktażem z gatunku „zrób to sam”, albowiem może – co wykazano – zakończyć się w sposób nieco niebezpieczny. Poza tym zobaczymy jeszcze oswajanie zasadniczej, ale bardzo poczciwej strażniczki miejskiej Saku, która okazuje się mimo wszystko wrażliwa na wdzięki… To znaczy, na urok osobisty Chiyi. Dalej to wszystko ładne i kolorowe, ale utwierdzam się w przekonaniu, że nie przepadam za seriami ze skomplikowanym światem stworzonym wyłącznie po to, by dostarczać bohaterkom zajęcia lub utrudniać im życie.

Comments on: "Urara Meirochou – odcinek 2" (1)

  1. Logika? W anime? Chce zadać pytanie temu fachowcowi z fizyki, spoko… tylko zrób profesure z tego zakresu to pozwolimy Ci rozmawiać z tą osobą.
    Podział na dzielnice można sobie wytłumaczyć mimo wszystko… ponieważ bogowie.

    Mimo wszystko sądzę, że anime ma gorsze problemy niż fakt że niepełnoletnia dzikuska przyjęła z uśmiechem najgłupszą poradę życia.

Leave a comment for: "Urara Meirochou – odcinek 2"

Tag Cloud