Conception – odcinek 3

Mimo intensywnych treningów (których nie widzimy, bo to wymagałoby animacji), jakim jest poddawany Itsuki, potwór z labiryntu nadal kopie tyłek zarówno jemu, jak i jego progeniturze (czego nie widzimy, bo to wymagałoby animacji). Itsuki dowiaduje się jednak (w scenie pokazywanej w tak dalekim planie, by nie wymagało to animacji), że być może w wyniku podwójnego rytuału przyszłyby na świat silniejsze gwiezdne dzieci. Na czym polega podwójny rytuał? Ależ oczywiście na trójkąciku! Na razie jednak Itsuki wraz z Mahiru zostaje wysłany do pobliskiego gorącego źródła, co skutkuje początkowym zbliżeniem dusz, potem zaś poważnym ich poróżnieniem. Skoro na kuzynkę nie można liczyć, jedną z partnerek Itsukiego zostaje pani doktor Reona, zaś drugą – spotkana przypadkiem na mieście Falun, ekstrawertyczna i bezpruderyjna tancerka. Tu obowiązkowa scena, podwójne cudowne (na)poczęcie oraz koniec odcinka.

 

 

Zaznaczam, że nadal nie krytykuję samego pomysłu i opartej na nim gry – kto wie, to może nawet działać. Nie zmienia to faktu, że Conception w wykonaniu studia Gonzo szoruje brzuchem po dnie tak, że bardziej się już nie da. Odcinek trzeci stanowi na to doskonały dowód. Fabularnie jest kompletnie niepozbierany – złożony z niedopasowanych scen, między którymi nie da dopatrzeć się związków przyczynowo-skutkowych, a do tego chaotyczny czasowo. Rozwój postaci i relacji między nimi nie istnieje; najlepszym przykładem scena z Falun, dająca się streścić do wyboru przez Itsukiego pozycji z zodiakalnego menu i zamówienia z dostawą do domu. Wizualnie jest jak zawsze, to znaczy możemy podziwiać piękne pejzaże, seksowne ujęcia i… kogo ja próbuję oszukać? O, ale przecież seiyuu zwykle nie zawodzą! Cóż, w tym przypadku najwięcej kwestii w odcinku miał chyba Mana, czyli szalenie zabawny maskotek, którego głos wywołuje gwałtowną potrzebę ukojenia starganego zmysłu słuchu jakimiś przyjemniejszymi dźwiękami. Na przykład drapaniem gwoździa po szkle.

Studio Gonzo postanowiło chyba stworzyć awangardowy rodzaj serii ecchi. Zamiast koncentrować się na maskowaniu damskiej nagości różnymi sprytnymi wybiegami, zrezygnowano z niej niemal całkowicie, zastępując bodźce wizualne gadaniem. Dużą ilością gadania, w większości w wykonaniu Many, do którego idealnie pasuje określenie „erotoman-gawędziarz”. Efekt końcowy… Cóż, świntuszyć też trzeba umieć. Jak łatwo zgadnąć, serdecznie odradzam seans Conception nawet na próbę, chyba że ktoś koniecznie chce się przekonać, że nic a nic nie przesadzam. Chociaż… Powiedziałabym, że jest to seria rozwijająca wyobraźnię. Trzeba jej naprawdę dużo, żeby zobaczyć w tym cokolwiek najodleglej chociażby seksownego.

Leave a comment for: "Conception – odcinek 3"

Tag Cloud