Ikebukuro West Gate Park – odcinek 1

Ikebukuro jest najlepsze, to dzielnica spokoju i miłości – ogłasza narrator, gdy tymczasem trwa pościg za ćpunem. W końcu członkom gangu G-Boys udaje się go otoczyć, a kropkę nad i stawia ich przywódca, Takashi Andou, zwany Kingiem, który jednym ruchem unieszkodliwia zbira. W akcji uczestniczy też Makoto Majima, znajomy Takashiego. Po pewnym czasie King odwiedza go w sklepie (chłopak pomaga mamie w obowiązkach) z dwunastoletnią dziewczynką, Mio. Próbowała ona podpalić Smoke Tower, w którym mieszczą się sklepy z niebezpiecznymi substancjami, po tym, jak jeden z klientów takiego miejsca potrącił jej mamę. Makoto zgadza się pomóc jej w zemście, a przy okazji rozwiązać problem z budynkiem.

Aby lepiej zorientować się w sytuacji, Makoto z Mio spotykają się z dobrym znajomym pierwszego, oficerem policji z Ikebukuro, Reichirou Yokoyamą. „Duży Rei” z chęcią dzieli się informacjami o co rusz powstających narkotykach, o tyle groźnych, że trudno udowodnić ich nielegalność. Rozmowa z Yokoyamą podsuwa Majimie pomysł, by udać się bezpośrednio do jednego ze sklepów w Smoke Tower. Na miejscu bohaterowie zbyt wiele się nie dowiadują, bowiem wystraszona reakcją sprzedawcy na jej widok Mio niszczy towar. Szczęśliwie uciekają. Co więcej, spotykają innego znajomego Makoto, policjanta Yoshidę, który także działa w sprawie Smoke Tower. Nie mogąc zdradzić za wiele szczegółów ze śledztwa, wyjawia jedynie nazwisko Ookoshiego, czyli właściciela budynku. Przy pomocy najlepszego hakera, Zero-One, bohaterowie poznają kolejne szczegóły, kilkudniowe śledztwo zaś pozwala ustalić, że co pewien czas Ookoshi udaje się do podejrzanie wyglądającego mieszkania. Makoto z Takashim badają pomieszczenie – znajdują w nich niewielką wytwórnię narkotyków. Prawie zostają złapani na gorącym uczynku, ratuje ich jednak interwencja Mio (a potem Majima ratuje Mio). Następnie narrator (którym jest główny bohater) streszcza resztę wydarzeń. Po podłożeniu do sklepu narkotyków przez G-Boys i powiadomieniu policji przez Zero-One Ookoshi zostaje aresztowany, a Smoke Tower zamknięte. Wkrótce też Mio przedstawia Makoto swoją mamę, która zdążyła wydobrzeć po wypadku. W rozmowie na osobności chłopak mówi Takashiemu o słowach Dużego Reia, że za punktami sprzedaży narkotyków kryją się większe organizacje. King każe mu się tym nie przejmować, chyba jednak niesłusznie, skoro są właśnie obserwowani…

Od pewnego czasu Doga Kobo, studio znane głównie z przyjemnych serii ze słodkimi bohaterkami, tworzy produkcje w zgoła odmiennym klimacie. Na wiosnę mieliśmy adaptację Yesterday o Utatte, teraz dostaliśmy anime na podstawie powieści Iry Ishidy (powstał też serial telewizyjny i manga). Pierwszy z tytułów podobał mi się bardzo, więc i do najnowszego dzieła studia podchodziłam z dużą nadzieję, że ponownie przeżyję dobry seans, szczególnie że w zwiastunach wszystko mi się podobało – prawie w całości męska obsada (rzeczywiście męska, a nie kolejna parada nijakich bishounenów), ciekawy klimat, zapowiedź sporej dawki akcji, a także grafika twórców odpowiadających za Yesterday o Utatte (szczególnie Makoto wygląda, jakby został wyrwany z tamtej serii). Po pierwszym odcinku czuję się w miarę zadowolona. Był on, powiedziałabym, „letni” – akcji nie brakuje, ale spodziewałam się większego kopa na początek. Widać wyraźnie, że była to jedynie rozgrzewka przed głównym wątkiem, który, mam nadzieję, zacznie się już od następnego odcinka. Fabule trudno coś poważniejszego zarzucić – czasem bohaterom pomaga szczęście, ogólnie jednak wydarzenia następują po sobie z sensem. Ponadto seria potrafi też przemycać lżejsze momenty (nie nazwałabym ich komediowymi, choć uśmiechnąć się można), dzięki czemu raczej nie trzeba się obawiać zbyt ciężkiego klimatu. Problem natomiast jest z dialogami, nie zawsze brzmiącymi naturalnie. Średnio mi też pasuje do Takashiego głos Koukiego Uchiyamy, na szczęście nie na tyle, by skutecznie uprzykrzyć seans. Zresztą, już przy drugim obejrzeniu odcinka powoli przyzwyczajałam się do jego barwy. Sam King przedstawia się intrygująco, do tego, mimo raczej poważnej prezencji (ubiór, sposób mowy), nie wygląda na sztywniaka. Najbardziej jednak podoba mi się jego relacja z Makoto, opierająca się na równości i przyjaźni. Owszem, Takashi jest szefem gangu i „wykorzystuje” znajomego do pomocy w różnych sprawach, nie traktuje go jednak z góry i do niczego nie przymusza; inna sprawa, że Majimy nie trzeba długo namawiać do działania. Także dzięki dobrej kreacji głównego bohatera ten duet wypada cudownie naturalnie i jak na razie jest jednym z dwóch najważniejszych powodów, dla których zamierzam kontynuować seans (drugim jest chęć poznania pana, którego zrzutkę widzicie na samym dole). Cieszę się, że jako protagonistę dostaliśmy chłopaka myślącego i z głową na karku, a przy tym całkiem zwyczajnego. O innych postaciach niewiele można powiedzieć. Nie wiem, czy Mio należy do stałej obsady, jeśli tak, zła nie będę, bo i ona zaskarbiła sobie moją sympatię, tworząc z Makoto drugi fajny duet.

Jak wspomniałam, grafika przedstawia się jak w Yesterday o Utatte, aczkolwiek wydała mi się mniej dopracowana. Animacji czasem pomagają tanie sztuczki, momentami bywa też nieco toporna, ale tragedii nie ma. Wspaniała i pomysłowa jest natomiast w openingu, gdzie obrazy zmieniają się niczym w kalejdoskopie, tworząc żywiołową mieszankę. Równie znakomity jest towarzyszący im utwór zespołu THE PINBALLS pt. Needle Knot. Coś czuje, że czołówka ani razu nie będzie przeze mnie przewijana. Ending – after song grupy INNOSENT in FORMAL – już tak w ucho nie wpada, reszta muzyki była zaś dla mnie niesłyszalna.


Kiedy się on pojawi, powinno się zrobić dużo ciekawiej…

Comments on: "Ikebukuro West Gate Park – odcinek 1" (1)

  1. Heh tak tę małą polubiłaś, a nawet nie zapamiętałaś, jak miała naprawdę na imię… :P

Leave a comment for: "Ikebukuro West Gate Park – odcinek 1"

Tag Cloud